Ten zjazd to byle nie na zbyt stromym stoku !
Niestety widziałam już dwa wypadki podczas takich "zjazdów", skutkowały wstrząsem mózgu i przegryzieniem języka.
W ciągu ostatnich 4 dni chodziłam trochę po mocno ubitym śniegu.
Jeżeli ścieżka jest wyślizgana to wygodniej idzie się po prostu obok niej, po niezdeptanym, a poza tym mocniej wbija pięty butów.
Kijki są bardzo pomocne - i właściwie nic poza tym nie jest potrzebne.
Co do "osprzętowienia się" - całe nasze wyposażenie jest kompromisem pomiędzy tym, co usiłują nam wcisnąć producenci sprzętu (a o czym piszą, że jest absolutnie niezbędne) a tym na co nas stać.
Stosując taki jak mi się wydaje "rozsądny" kompromis i kompletując sprzęt latami - to znaczy jednego roku kupuję plecak, drugiego buty, trzeciego kijki, czwartego namiot itd. udaje mi się wydawać na sprzęt nie więcej niż jakieś 500-700 zł rocznie (od osoby).
Ponieważ w mojej rodzinie po górach chodzą wszystkie 4 osoby - to znaczy mąż, ja i dwaj dorośli synowie (studenci) - to jest to całkiem spora kwota, ale też jakoś się tymi wydatkami dzielimy.
Mąż wydaje nieco więcej bo się wspina, a sprzęt wspinaczkowy to dopiero jest drogi.
Nie ma żadnego ukrywania wydatków przed drugim członkiem rodziny, gdyż każdy z nas wie, że lina jest znacznie ważniejsza niż dywan, bo lina zapewnia bezpieczeństwo, a dywan może sobie być stary.
Prawdę mówiąc byłoby mi bardzo smutno, gdyby się okazało, że mój mąż nie ma do mnie zaufania i ukrywa przede mną jakieś swoje poważne wydatki.
Co wydaje mi się najważniejsze ze sprzętu - to buty i plecak i na tych dwóch elementach nie należy oszczędzać.
W następnej kolejności - kijki - i tutaj wg mnie takie za 100 zł nie różnią się specjalnie od takich za 300 zł za wyjątkiem mniejszej wagi. Wystarczy więc kupić takie za 100 zł.
Poluję też na wszelkie promocje, czasem biorę udział w zakupach grupowych (np. zamawianych dla klubu), wtedy cena sprzętu może być niższa nawet o 25 %.
Ciuchy wszystkie kupuję zwykle w "odzieży używanej" mam już chyba z 10 par różnych spodni tam kupionych, niektóre nowe firmowe za 30 zł (trzeba znać firmy, których produkty warto kupować).
Termos z "Biedronki", lub z "Lidla" - taki za 25 zł nie jest w niczym gorszy od "firmowego" za 100 zł, owszem zdarzają się nieszczelne egzemplarze, ale wtedy można wymienić (trzeba zachować paragon).



Odpowiedz z cytatem