Rozwód z powodu odmiennych zapatrywań na swoje zainteresowania?? Trochę dziwny dla mnie powód. Stanowczo zbyt słaby, aby zerwać te rozliczne nici łączące dwojga ludzi żyjących ze sobą 40 lat. Czas, który upłynął nam razem, z przypadkowego pierwszego spotkania czyni przeznaczenie, wobec którego ta czy inna różnica nie ma większego znaczenia.
A w góry chodzę od paru dopiero lat, i chodzę niewiele. Miniony rok był rekordowym, w górach spędziłem około 20 dni.
Mniej więcej wiem, jakie buty są dla mnie dobre. Sporo butów kupiłem i sprzedałem, przy okazji nabywając trochę doświadczenia. W mojej ocenie butów jest wyraźna ambiwalencja, bo rzeczowość miesza się mi się z nieco irracjonalnymi ocenami. Wiem, że buty z grubej skóry nie mogą być lekkie, a jednak takie kupuję, bo po prostu podobają mi się. Wiem, że te tradycyjne, z odkrytym dolnym szwem i bez membrany, nie są tak wodoodporne jak dobre i nowe buty wykonane w nowoczesnych technologiach, ale tylko takie mam – z tego samego powodu.
Po pierwszym, bardzo drogim i nie trafionym zakupie, nie kupuję już butów nowych, bo nie bardzo mnie na to stać i nie widzę uzasadnienia, skoro na przykład moje piękne kastingery, prawdziwe „czerwone sznurówki”, buty kupione na allegro za 96 złotych, były niemal nowe; najwyraźniej ktoś miał je na nogach raz czy dwa.
Dokładnie takie same i w takim samym stanie, tyle że małego rozmiaru, były tutaj sprzedawane:
http://allegro.pl/buty-trekkingowe-k...892879737.html
Żona ma rację, i całkiem możliwe, że Ty zaraz dołączysz do niej: otóż od roku mam małego fioła z butami szytymi tradycyjnie – kupiłem ich kilka par, chociaż, to moje tłumaczenie się, wszystkie okazyjnie, za niewielkie pieniądze. Po co? Powód główny jest prosty i trudny do zrozumienia, bo nierzeczowy: bo mi się podobają. Tak po prostu. Kupuję dla frajdy – jak kobieta nową torebkę. Powód drugi: ciągle szukam tych idealnych.
Mam i raichle, i podobnie jak Ty mam firmę za jedną z najlepszych, ale to są te buty, o których pisałem w tekście, że zginają się ostro, w jednym miejscu, a wtedy naciskają mi na wielki palec. Nic wielkiego, chodzę w nich, ale chyba tylko dlatego, że moje wyjazdy w góry są jednodniowe.
Na śnieg i duże błoto zakładam buty klasy BC, o wysokości cholewki 17 cm, i niestety wadze pary w okolicach 2,4 kg. Tyle że do tej wagi można się przyzwyczaić. Ja jej nie odczuwam zbytnio, może dlatego, że w pracy też chodzę w dość ciężkich butach. Gdy nie przewiduję śniegu, zakładam lżejsze buty, oceniam ich twardość jako B, a ich lekkość to rezultat niższej cholewki (około 14 cm) i cieńszej skóry. Niestety.
Bardzo odpowiada mi skórzana wyściółka butów, mimo iż ma swoje wady, jak na przykład ciężar i dłuższe schnięcie. Wszystkie wkładki mam własnej roboty, z niebarwionego kruponu o grubości 2 do 4 mm, zależnie od butów.
Dla urody tych tradycyjnych butów, dla klimatu wewnątrz nich, tak mile odczuwanego na stopach, przebaczam im wszystkie ich wady łącznie z tą największą, mianowicie ich wagą.
W lecie nie chodzę w góry, bo w związku z moją pracą nie mam takiej możliwości. Nie wiem, jak spisywałyby się moje buty w upalny dzień. Zauważyłem jednak, że skarpetki z włóknem coolmax są świetne, dla mnie rewelacyjne, i zapewne w lecie byłby bardzo przydatne.


Odpowiedz z cytatem