Witaj, von Rybo:)
Chyba wiem kto jest autorem cytowanych słów.
Przepis mam za dobry, przy czym od razu zastrzegam, że opieram się tutaj nie tyle na własnych doświadczeniach, co na wnioskowaniu, dopiero w dalszej kolejności na mojej dość skromnej wiedzy o skórach, i na rok liczących próbach nabrania wprawy w impregnacji butów. Otóż myślę, że skoro taka metoda była długo stosowana w różnych odmianach, a tak było, to nie może być zła; w czasach gdy nie było membran i aerozolowych preparatów, a skóra była w powszechnym użyciu, wypracowano i z dobrym skutkiem stosowano technologie proste, domowe. Niedawno kolega z pracy, wiedząc o moich wyjazdach w góry, zaczął opowiadać jak to jego ojciec robił miksturę do skórzanych butów.
-Z końskiego łoju? – zapytałem.
-Tak, z łoju. – kolega był zdziwiony, bo myślał, że o takim sposobie nikt już nie wie.
Ojciec kolegi dodawał jeszcze sadzę, nie bardzo wiem po co.
Gdzieś w internecie czytałem o przypuszczalnym powodzie nie podawania wszystkich składników produkowanych tłuszczów do skór: otóż dlatego, że zawierają też tłuszcze zwierzęce, a to nie jest teraz dobrze widziane, bo nie jest „eko”. Całkiem możliwe. Można domyślać się, iż w wyborze rodzaju tłuszczów dużą rolę odgrywa ich odporność na jełczenie, czyli po prostu na psucie się pod wpływem słońca, temperatury i powietrza; widocznie łój wykazuje pożądaną odporność.
Skóra ma być trochę nasączona tłuszczem, bo sucha nie tylko dość łatwo przepuszcza wodę, ale i szybko twardnieje i łamie się – to wiadomo. Nie jestem aż takim tradycjonalistą, aby samemu robić impregnaty, używam tłuszcz stały firmy Palc, bodajże z Hiszpanii.
Więc tłuszcz, tyle że jest tutaj pewien problem z którym ja, i wielu innych użytkowników skórzanych butów, borykamy się. Chodzi o ustalenie właściwej ilości impregnatu. Jeśli użyje się go za mało, to efektem będzie przemakanie skóry, za dużo, to zatka się strukturę jej porów tak, że wilgoć nie będzie przepuszczana ani w jedną, ani z drugą stronę, a w rezultacie buty będą zbierać pot. Nie ma tutaj przepisów, jedynie ogólne wskazówki, cała reszta zależy więc od praktyki. Zbieram swoje doświadczenia, jakieś spostrzeżenia mam, ale do fachowości wiele mi brakuje.

Skłonny jestem uważać, że skórzane, tradycyjne buty, jeśli nie przemokną w skrajnie ciężkich warunkach, to zapewne dlatego, że ich skóra jest totalnie zalepiona tłuszczem. Bo buty ze skóry przemakają, jeśli nie po kilku godzinach brodzenia w mokrej trawie, to… po kolejnych kilku godzinach. Inaczej: gdyby skóra zapewniała pełną odporność butów na wodę, nie byłoby potrzeby stosowania membran półprzepuszczalnych.