Blisko jutra, przed północą:

Dziś znów we śnie chodziłem po Bieszczadach
z kalekim chrześcijaństwem w plecaku
Wiatr tragedię mi do ucha opowiadał
i zmrok nad cmentarzem w Żubraczym zapadał

Tam na marach leżą zwłoki Janusza
choć w bandarzach żywy się rusza
Ona płacze i ogień podkłada
ktoś chichoce, ktoś mówi że biada.

Straszne bielmo widzę na oku
już mnie zakop, już mi daj spokój.
połóż kamień, zawieś dzwonki i ptaki
zapal świeczkę i poczekaj na znaki.

Ja rozpoznać ich przecież nie mogę,
jestem niemy strach odebrał mi mowę
On nie słucha i odchodzi w bandarzach
Coś o zdradzie i o znakach powtarza.

Już tak dalej nie mogę wędrować
znowu mówię, krzyczę ; stąd mnie wyprowadż !
ledwo słyszę gdy ustami porusza
-"zmów modlitwę na grobie Janusza"-

( Ciemno tu i straszno, no nawiedziło nie poradzę, niedługo jutro.)