Może się mylę, ale wg mojej oceny jest to bardzo drastyczny przykład flustracji Bieszczadników. Strukturalny brak pracy i dosłowne uwalanie każdej inicjatywy gospodarczej przez bzdurne przepisy niby to chroniące środowisko.
Jak w takich warunkach można żyć na dłuższą metę.

Niestety w tej chwili doprowadzono do tego, że w Bieszczadach do normalnego funkcjonowania trzeba mieć POZABIESZCZADZKIE źródło dochodu. Ludzie muszą jeździć za granicę do pracy, a latem "lepią dziurę budżetową" agroturystyką.