Odnośnie pisania na "Berdyczów". Oczywiście, że może to nic nie dać, ale moje doświadczenia z różnymi urzędami wskazują, że czym więcej energii się w sprawę włoży, czym więcej pism, czym więcej rozmów z urzędnikami, tym większa szansa, że w końcu uda się coś załatwić. Z kolei jak się nic nie robi, to sprawa może łatwo ugrzęznąć w biurokratycznym błocie. Czasami może to być bardzo prozaiczna rzecz mająca wpływ na załatwienie czegoś albo nie. W tym wypadku może udałoby się przypadkiem zainteresować jakiegoś młodego i ambitnego prokuratora, któremy zachciałoby się (choćby dla swojej kariery) podrążyć temat. Ale żeby tak było, to trzeba się "nakorespondować" i nachodzić.
Bartolomeo sugeruje, że chcę osądzać i wydawać wyroki z kanapy. Ja jednak uważam, że jeżeli ktoś ma kamerkę i ona zarejestruje nieproszonego gościa, to nie ma nic złego w upublicznieniu tego materiału. Kamera na szczęście jest obiektywna z natury i nie osądza, tylko rejestruje fakty. Z kolei Ci co obejrzą materiał mogą sami, zgodnie ze swoim sumieniem, osądzić bądź nie. Nie widzę w tym niczego moralnie nagannego. Przeciwnie, uważam że nie pokazywanie takich materiałów i w konsekwencji zamiastanie sprawy pod dywan będzie ze szkodą dla lokalnej społeczności.
Bartolomeo ma jednak co do jednej rzeczy rację. Piszę tego maila na kanapie 400 km od Hulskiego, i być może moje poglądy nie przystają do rzeczywistości, którą lokalni mieszkańcy siłą rzeczy lepiej czują.
Pozdrawiam,


Odpowiedz z cytatem