Wyobrażacie sobie takie coś, że otrzymujecie zaraz po przysiędze(za kota) rozkaz wyjazdu do Sobieszewa z informacją że to gdzieś koło Gdańska ale nie na pewno bo drugie jest na południu kraju. Jest koniec lutego, pada śnieg, z Dęblina osobowym słabo ogrzewanym, w Gdańsku jestem już nocą i po godz22 docieram autobusem po moście pontonowym do tego Sobieszewa.
Koło jakichś zagajników sosnowych idziemy ze spotkanym oficerem-jaka ulga- do ośrodka szkoleniowego. Na portierni żołnierze w moro , pierwszy dokumenty podaje oficer, kluczyki do pokoju i wszystko. Ja następny, czytają, sprawdzają i mówią że mnie nie ma na liście i takiego kursu u nich nie ma.
Doradzili żebym wracał do głównej drogi to może złapię ostatni autobus, pół kilometra po śniegu, po ciemku autobus w ostatniej chwili... szkoda mówić, to był dopiero początek.
Tak przyszło mi telepać się pociągami przez dwa lata, szkolenia, poczta, występy artystyczne, zawody sportowe, turnieje szachowe itp. Dęblin, Warszawa, Poznań, Piła, Gdańsk,Łowicz, Kraków, Lublin i tak w kółko.
Zostałem mistrzem w szybkim poruszaniu się pociągami po kraju.
Przed wojskiem ani po pociągi nie były i nie są mi do niczego potrzebne.


Odpowiedz z cytatem
