Po 18-stym roku życia kręciłem się trochę po kraju, dopiero po czterech latach, gdy zacząłem osiadły tryb życia armia mogła mnie zlokalizować. Nie było tłumaczenia, że żona w ciąży, że studia, biuro podróży WKU wręczyło bilet w jedną stronę - kierunek Olsztyn. Jako że byłem po kierunkach spożywczych, przez prawie pół roku szkolenia nie potrafiłem zgłębić tajników elektromechaniki.
Najważniejszą lekturą w pierwszych dniach była korespondencja, którą pozostawili nasi poprzednicy. Na spodzie taboretów opisywali życie na kompanii i dawali wskazówki "jak żyć". Ich sens można było zawrzeć w jednym zdaniu " olać ten syf i nie ufać trepom ".


Odpowiedz z cytatem