Wracając do wspomnień
pobyt w LWP w latach '79-'81, umożliwił mi obserwowanie upadku systemu przez pryzmat rozkładu jednego z jego newralgicznych składowych czyli armi. Chodzi mi o to, że oficerowie polityczni, niegdyś władza absolutna w wojsku, byli już przez młodych żołnierzy stawiani pod ścianą pytaniami, a tym bardziej wypowiedziami na temat bieżącej sytuacji w kraju i na świecie.
Respekt dla siebie, a tym samym i dla systemu starali się utrzymać w tradycyjny sposób. Koleżka z mojego plutonu na szkółce w Olsztynie, który wkręcił się do zespołu muzycznego w klubie garnizonowym, miał nadzieję, że za granie na wszystkich imprezach dla trepów utrzyma tę fuchę na resztę służby "dla kraju". Zgubiła go jednak szczerość, na końcowym "egzaminie", w trakcie rozmowy z "politrukiem" zakwestionował konieczność wejścia armi czerwonej do Afganistanu. Skutek- przydział na resztę służby w "zielonym garnizonie " gdzieś na środkowym wybrzeżu.


Odpowiedz z cytatem