Czytając teraz te informacje dokładniej prostuję, że nie chodziło o offroad. Grupa 6 grotołazów zjeżdżając do jaskini jak rozumiem pozostawiła samochód w pobliżu wylotu awenu w kształcie dzwonu o głębokości około 80 m. Nie doczytałam, czy zaczepili liny o samochód (???). Samochód (nie wiem jakim sposobem ???) wpadł do jaskini kiedy 2 osoby były już na jej dnie, trzy kolejne na różnych wysokościach w zjeździe na linach a jeden uczestnik jeszcze u góry. Osoba znajdująca się u góry pobiegła po pomoc do stacji meteo. Poszkodowane zostały te trzy osoby, które zjeżdżały, przy czym znajdowały się one na głębokości około 10, 20 i 65 m od góry.
Dziewczyna znajdująca się na głębokości 10 m została lekko ranna, następnie samochód zerwał liny powodując upadek dwóch kolejnych osób na dno jaskini. Znajdujący na "środkowej" wysokości lider grupy nie przeżył wypadku, dziewczyna, która spadła z wysokości około 15 m - mieszkanka Moskwy została bardzo ciężko ranna.
Na dodatek spadający samochód rozbił się w drobny mak, a zalewając wszystko benzyną stwarzał niebezpieczeństwo wybuchu.
Ranna w kolano uczestniczka znajdująca się najbliżej "góry" wydostała się sama na powierzchnię jeszcze przed przybyciem ratowników i została przetransportowana do szpitala w Biełogorsku.
Wyciągnięto też całych i zdrowych dwóch mężczyzn, którzy w momencie upadku samochodu byli na dnie jaskini.
Najwięcej problemów stwarzał transport ciężko rannej dziewczyny.
Na koniec wydobyto ciało lidera grupy.
Czytając to wszystko widzę Karabli-Jajłę i po prostu nie wyobrazam sobie dojazdu tam na miejsce karetki.
My tam jechaliśmy ciężarówką 12 km około godziny.
Poza tym - boję się o Wiktora - mieszkańca Pszczellinoje, który nas gościł. Czy to czasem on nie był tym liderem grupy ?


Odpowiedz z cytatem