Ano jak podejrzał Joorg - plecak wyniósł mnie na powierzchnię:-))
Dzięki, zgadzam się z tym podejściem do sprawy, ćwiczyć będę ale pewne ograniczenia pozostaną;-)
Asiu, bo w tym trzeba mieć upodobanie:-)
Trzeba być zimnoznośnym i mieć tolerancję na różne warunki: ciepło-zimno-gorąco-bardzo zimno- mokro- głodno i sucho w gardle;-)
Być przygotowanym i mieć dobrą ekipę.
Przy takiej wyprawie zdaję się na doświadczonych:-), gdzie idziemy, ile czasu, jak się organizujemy.
Tym razem nie byłam dobrze przygotowana. Zbiegły mi się dwa wyjazdy i nieco pospiesznie się pakowałam.
Poważny błąd to był brak drugiej czapki i szalika (tym razem zapomniałam). Na szczęście miałam dwie pary rękawiczek.
Aura nie do końca sprzyjała. Było bardzo wilgotno, na koniec padał deszcz. Mokre były buty, spodnie, kurtka, nie wspominając o czapce i rękawiczkach, które można było wyżymać. Przesiąkły suche rzeczy wyciągnięte z plecaka do namiotu- znów błąd!
Najtrudniejszy moment to było wyjście z ciepłego śpiwora i włożenie mokrych ciuchów;-)
Ale to trwało chwilkę. Kolega poratował mnie suchą czapką i szalikiem. To się bardzo liczy i pamięta.
Kolejny pomysł to gotowe kanapki. Chleb i konserwy sprawdzają się w warunkach schroniska i przy jakimś tam cieple na zewnątrz, natomiast jak w sekundzie grabieją ręce trzeba wcinać gotowe produkty, najlepiej napakowane grubo buły towarzysza;-) Dzięki, niejednego to wzmocniło!
A poza tym wszystkim to nawet uparte dziecko da radę;-)
I widoki zimą cieszą i rekompensują wszystko!
Asiu i T.P czasem wystarczy dzień urlopu.
Jeszcze nie, ale trzeba trenować!:-)



Odpowiedz z cytatem