Cytat Zamieszczone przez bartolomeo Zobacz posta
Troszkę wyprzedzamy bieg wydarzeń,
To ja wrócę do tego biegu:)
Rankiem wszyscy wygrzebali się z namiotów i zaczęli pakowanie. Chodząc bez rakiet, trzeba było uważać, by nie wyjść poza obszar udeptany, gdyż groziło to ugrzęźnięciem w śniegu. Zwijanie namiotów ujawniło dwie szkoły. Pierwsza, to dokładne oczyszczenie ze śniegu, eleganckie zwinięcie w rulonik i zapakowanie do pokrowca. Druga, to strzepanie śniegu i wepchnięcie namiotu do górnej kondygnacji plecaka.

Jesteśmy na polance, opadającej na pn. od przełęczy 996m, między Szczawnikiem a Płaszą. Wieczorem ustaliliśmy, że przy takiej pogodzie nie pchamy się już w górę. Wracamy w doliny „na azymut, bodajże 30 stopni”. Z tym azymutem były lekkie problemy, bo nikt nie wiedział, w którą stronę ten azymut się liczy i od jakiego kierunku. Dodatkowo, tylko jeden uczestnik miał kompas, i to przymocowany do ubrania czy plecaka pionowo, tak, że jeden koniec igły pokazywał niebo a drugi śnieg. Zaczęliśmy więc schodzić po poziomicy. Poziomica, to taka cienka, brązowa linia na mapie. Ale w lesie nawaliło prawie metr śniegu i tej poziomicy nie było widać.

W ekipie były podzielone zdania, czy iść bardziej do góry, czy bardziej na dół. Stronnictwo „bardziej do góry” twierdziło, że pójście bardziej na dół sprowadzi nas w stromą dolinę potoku, z gęstym lasem i wiatrołomami. Stronnictwo „bardziej na dół” twierdziło, że pójście bardziej do góry, to niepotrzebne marnowanie sił na niepotrzebnych metrach w górę. W wyniku kompromisu szliśmy jakby po równym i to była właśnie ta poziomica:)

Idąc dalej, doliny „na azymut, bodajże 30 stopni”, w pewnym miejscu trzeba było pożegnać się z poziomicą i uczepić się grzbietu, schodzącego w widły potoku Płaszynir i bezimiennego potoku, wypływającego spod Płaszy.

Tu o jakieś zdjęcia poproszę.