Skończyliśmy na opuszczeniu poziomicy i skręceniu na grzbiecik, schodzący na północ, czyli w doliny. Kluczowym momentem było miejsce skrętu. Ja chciałem iść jeszcze kawałek dalej, ale pan kierownik wycieczki, Bazyl (sir), stwierdził, że uszedłem już siedem metrów za daleko i trzeba dawać ostro siedem rumbów w lewo. I miał rację, by przecież mieliśmy iść „na azymut, bodajże 30 stopni”, a ja nie uwzględniłem deklinacji magnetycznej:) Słuszność decyzji pana kierownika może zobrazować autentyczny track z zejścia (niebieska strzałka w kluczowym momencie).
![]()


Odpowiedz z cytatem