Już na parkingu widzimy, że za dużo na górze to nie zobaczymy... ale dzień jeszcze długi więc szkoda go marnować na siedzenie i picie herbaty... to będzie wejście dla wejścia.. taka aklimatyzacja i rozruszanie kości...
pierwszą małą przerwę robimy przy schronisku... ustalamy że wejdziemy do środka w drodze powrotnej, teraz szkoda dnia...
przyzwyczajona że zawsze idę na końcu mam "problem" w postaci "szefa" który uparł się że on zamyka... i musiał człapać za mną hehe bo ja szybko nie chodzę bo mi się nie chce a poza tym szybciej nie mogę :)
krajobraz taki trochę jak z innego świata... na górze chłodno... po drodze nie spotykamy ani jednego człowieczka...
aparatem próbuję uchwycić jak najwięcej... jest niesamowicie chociaż nie wiele widać :)
dzień niestety się kończy...
w drodze na dół zaliczam swój pierwszy ale nie ostatni dupozjazd... najpierw wzdłuż barierki wyżej a później z rozpędu do samego końca następnej barierki... u mnie na nizinach nie ma odpowiednich górek... a jak już górka się znajdzie to nie ma śniegu odpowiedniej ilości...
Zatrzymujemy się jeszcze na grzane piwo w schronisku... jednak każdy marzy o tym aby wziąć ciepły prysznic i odpocząć po dość długim dniu... trwającym ok 40 h...
Weszliśmy tylko na Małą... Dużą odpuściliśmy ze względów i bezpieczeństwa i kończącego się dnia i widoczności która robiła się coraz słabsza...
W Ustrzykach czeka na nas reszta ekipy... 3 chłopaków dojechało do nas ze Śląska, jesteśmy już w komplecie... 13 sztuk... rozmawiamy jeszcze trochę i dość wcześnie lądujemy w wyrkach z nadzieją że jutro zobaczymy ze szczytów więcej :)







Odpowiedz z cytatem