Chodzi przede wszystkim o to, że pozwolono to zrobić na obszarze Natura2000 co jest dość wymowne. Wreszcie urzędnicy zauważyli, że taka pseudo-ochrona przyrody po pierwsze do niczego nie prowadzi.

Po drugie i najważniejsze, co wydaje się przełomowym odkryciem na miarę teorii względności - człowiek to nie roślina. Więc żeby żyć musi gdzieś pracować. Przecież nie położy się na kamieniu i nie rozpocznie fotosyntezy, bo nie jest zielonym ludzikiem z chlorofilem pod skórą.

Tomekpu - dobrze, że zatrudnią 3 inżynierów i ksiegową.
Jak w Bieszczadach powstanie 1000 takich elektrowni to będzie zatrudnionych 3000 tyś inżynierów i 1000 księgowych. Jak nie patrzyć 4000 osób z wyższym wykształceniem znajdzie pracę tu na miejscu i nie będzie musiało stąd uciekać w świat. Powstaną pewnie też firmy serwisujące te elektrownie i kolejne miejsca pracy.
Młodzi ludzie pójdą na studia, bo zobaczą perspektywy i Bieszczady zaczną się kręcić.
Chyba nie powiesz, że w Bieszczadach nie ma miejsca na 1000 takich elektrowni ?? Ile jest południowych stoków, które porastają krzaki, a są zbyt strome, aby na nich uprawiać ziemię.
Jaki widzisz problem ?? Na 2ha spokojnie zmieścisz 1,5MW elektrownię. Zakładając nawet, że uzyskujesz z niej tylko 10% co daje 150kW. Spokojnie zasila to jedną bieszczadzką wioskę. 2h zasila 1 wieś.
Mało Ci 10% i chcesz podnieść wydajność systemu - proszę bardzo, stawiasz wiatrak i pracuje to w układzie hybrydowym. Wszystko na 2ha.
Kiedyś to było normalne, że każda wieś miała młyn wiatrowy lub wodny, bo kiedyś nie było durnych przepisów i pseudo-ekologii, a ludzie musieli z czegoś żyć i coś jeść.