Trochę to nie tak...Czemu stolarnię budować w UG albo w Cisnej? To nielogiczne. Lokalizacja takich obiektów np w Lesku, UD, Ustianowej (właśnie....) powinna dać lepsze efekty. Bo łatwiej tam w ogóle o pozwolenia, nie ma takiego konfliktu z ochroną przyrody, jest więcej ludzi do pracy, łatwiej zorganizować dla fachowców-przybyszów miejsca do życia (domki, bloki itd). A jednak nikt tam nie inwestuje...
Przemysł drzewny w dzisiejszych czasach opiera się o bardzo dziwne zasady, zupełnie niepojęte, gdy oceniamy go z perspektywy małej miejscowości na prowincji. Oto 30 km od Nysy Łużyckiej, na zachód, powstała firma, która produkuje elementy z drewna klejonego do budowy domów. Zamówienia ma z Japonii, Singapuru, Argentyny, USA, Kanady(!!!) i wielu innych miejsc na świecie (!!!). Przerabia rocznie (może przerobić, a czy przerabia, to nie wiem) do 1200 tys. m3 drewna. Zatrudnia do 15 osób. W tym 3 inżynierów. Resztę czynią komputery i automaty. Została tak zlokalizowana przez austriackiego (!!!) inwestora, gdyż odległość transportowa surowca z kilkudziesięciu źródeł jest podobna. Część drewna pochodzi m.in. z Podkarpackiego (nie wiem dokładnie, czy z Bieszczad). Ta odległość, w założeniu, ma nie przekraczać 1000 km, bo do tej granicy jest opłacalna dla właściciela - nie rzutuje na cenę drewna znacząco. Obejmuje więc lasy dużej części Niżu Europejskiego, Masywu Czeskiego oraz częściowo Łuku Karpat. Może kupować to w tym, to w tamtym nadleśnictwie czy gospodarstwie leśnym, w systemach przetargowych, albo za cenę umówioną. Otóż firma ta hula obecnie pełną parą i ma się dobrze. Stoi przy krzyżówce autostrad wiodących ku portom Bałtyku i Morza Północnego. Zatem dowóz produktów do wielu (!) portów jest dość łatwy i tani. Dalej statkiem za oceany...
Oceń SkyRafale, czy w Polsce opłaci się budować takie kolosy w Bieszczadach? Bo mniejsze ledwie zipią i to nie z powodu przepisów ochrony przyrody, a z powodów zupełnie innych - nie mamy dobrego rynku na produkcję przynajmniej średniej wielkości (powiedzmy te 100-200 tys. m3 rocznie), nie umiemy takich rynków pozyskiwać. Do tego system przetargowego sprzedawania drzewa winduje jego ceny, co ucina konkurencję poniżej 1 mln m3 rocznie w produkcji wielu asortymentów. Tylko transport z Ustianowej do powiedzmy Gdańska, to 2 razy więcej czasu niż z Saksonii-Anhalt do np Rostocka. Bieszczady są prowincją gospodarczą i nic tego nie zmieni. Trzeba się pogodzić z tym, że będą stamtąd uciekali młodzi, bo ten region może wyżywić pewną skończoną i wcale nie dużą grupę ludzi. Nadmiarowe sztuki będą klepały bidę...to jest owa niewidzialna ręka rynku, czy jak kto woli, kapitalizm.
I trzeba chronić to, co jest autentycznym bogactwem - przyrodę, dzikość, naturalność krajobrazów. To są wartości, którymi też można handlować, tylko trzeba to wciąż rozwijać i się tego uczyć. Przykre jest to, że wielu wierzy w jakieś brednie polityków o hamującym wpływie na gospodarkę systemu ochrony przyrody. Hamująco to raczej działa nasza biurwokracja, system podatkowy i infrastruktura komunikacyjna. I sieć układzików na linii biurwa-przedsiębiorca, które jakże często prowadzą do administracyjnego nękania konkurentów. Rzecz nie do pomyślenia w krajach Zachodu.
Tak więc, nie pisz już o tych cholernych parkach i N2K takich strasznych rzeczy. Nie one wywołują bidę w tym kraju. I w Bieszczadach.
Pozdrawiam,
D.


Odpowiedz z cytatem