Heh,
Dobre te obliczenia...ale wiesz...no zgadzam się. Tak z pół mln urzędasów weck na bruk i zaraz by się przejaśniło w Rzplitej. Nie wiem, czy ja sam bym przy okazji nie wyfrunął![]()
Obecnie na własnej skórze szlifuję przypadek, jak działa polska machina biurokratyczna.
I cóż - faceci zajmujący się zawodowo polityką często sami liznęli tego przygniatającego syfu zwanego biurwokracją. I co? Ani im się śni, żeby z tym wojować. Czyli - jeśli się znajdzie partyja, której zaufam, a która zechce zacząć od tego bajzlu w urzędach, to ja lecę na wybiory:) Nawet z przepisami OP by można działać, byle wszystko było klarowne i przede wszystkim załatwiane w odpowiednim tempie. Tymczasem na jeden prosty kwit można w niektórych urzędach czekać nawet pół roku. A jeśli się ma ich do zebrania np 15, to się robi przygoda życia z jednej sprawy:)
Pocieszające jest to, że można się później licytować przy kielichu, komu dłużej urzędy zatruwały życie.
Taka to Azja w środku Europki....
Ale to już przypadłość nie tylko Bieszczad ale całego kraju.
Pozdrawiam i życzę solidnego przeciągu, żeby w tym dusznym państewku powiało klimatami świeżyzny, wiosny i chęci do działania:)
Derty
PS: co tam na niwie uwalniania zawodów, ciekawym:P


Odpowiedz z cytatem