Kiedyś, może dwadzieścia lat temu, w ruinach spalonego dworu ziemiańskiego (w ocalałej wieżyczce) znalazłem kilka listów, oto jeden z nich pisany sto pięćdziesiąt lat temu przez chłopca do matki:


Moja najukochańsza mamo !

Gdyśmy się dowiedzieli, że kochanej mamie takie nie-
szczęście się wydarzyło, wszys-
cyśmy mocno płakali, i
teraz jeszcze ciągle nam
jest żal mamy-Już się
nawet i na święta nie cieszy-
my, bo będziemy sami.-
Dziękuję mamie za szyne-
le, i buciki i inne rzeczy
które nam mama i tato
sprawili.-Jgnaś i Felcio cału-
ją rączki mamine; Felcio jest
od nas szczęśliwszy bo ma
pojechać z tatem do mamy na święta.-
Ja się już cieszę na ten dzień,
gdy mamę zobaczę.-Całuję mamie
rączki żeby Pan Bóg mamie dał
zdrowie jak najprędzej.-

Całujemy babci i obydwom stryjciom rączki.-

Mamin kochający syn
Gustaw

List pisany atramentem i chyba gęsim piórem, niewprawną ręką dziecka około 1860r.
Zawsze jak jest mowa o języku polskim przypomina mi się właśnie ten list.