Uważny czytelnik pewnie zauważy, że w moich zeznaniach coś się nie zgadza. Bo nie najlepszym pomysłem jest jechać do Sianek (1), jeśli ma się zamiar wychodzić na Pikuj z Biłasowicy (2). Było to jednak zrobione z premedytacją. Z Sianek do Biłasowicy podwiózł nas „Golfem” zaprzyjaźniony mieszkaniec a do Sianek będziemy wracać grzbietem karpackim z dwoma biwakami po drodze. Trudno opowiedzieć, w jaki sposób Igorowi udało się upchnąć do Golfa pięć osób z dużymi plecakami, rakietami, kijami i innymi drobiazgami. W każdym razie udało mu się. Jeszcze ciekawsze byłoby opowiadanie, jak Igor jechał po wąskiej, oblodzonej drodze. W szczególności, jak na tej drodze wymijały się dwa samochody, nie rozbijając się nawzajem i nie wpadając do płynącego poniżej Stryja. Ja nie wiem, bo cały widok zasłaniał mi trzymany na kolanach plecak, który wierzchołkiem sięgał do podsufitki.