Czterech panów B.
Z tą godziną 16. rzeczywiście mi się coś pomyliło. Czyli czasu do zmroku było więcej, ale i tak za mało, żeby dojść do kolejnego wygodnego i bezpiecznego miejsca biwakowego. Idziemy więc tylko na szczyt i z powrotem.
Śnieg jest gładki i zbity. Rakiety nie zapadają się. Za to wieje mocny wiatr. Upuszczona rękawiczka, gnana wiatrem po białej tafli błyskawicznie znika z oczu. Dobrze mieć więcej, niż jedną parę.
Przy podchodzeniu na wierzchołek można się dowiedzieć, w jakim celu rakiety maja pod spodem kolce.
Schodzić czas.
Polana Koszaryszcze widziana z góry.
![]()
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)