Sentymentalno-nostalgiczny ten zachód słońca nad Wielkim Wierchem na fotografii Pierogowego
ale jego tak coś wzięło , bo dzięki temu napisał że po zachodzie .....
Zamykając oczy i leżąc w śpiworku , również miałem nadzieję ,że Eol schował wszystkie wiatry do worka, do czasu zakończenia wyprawy...
Worek okazał się nieszczelny.
Tak naprawdę, to po zachodzie na niebie pojawiły się gwiazdy, mnóstwo gwiazd, a nawet rzekłbym duże mnóstwo, a do tańca przygrywał wiatr, najpierw delikatnie , później swawolnie, następne zaczęło duć, a po północy już piździło na całego w wyniku czego parę razy dostałem po głowie przygniatanymi pałąkami namiotu. Wiatr coraz bardziej nabierał tempa i wydobywał z siebie odgłosy huraganu przetaczającego się przez pikujowy grzbiet , na szczęście obozowisko było po zawietrznej przytulone do lasu, dzięki czemu nie porwało ani nas ani namiotów.
Hałas wiatrowy nie pozwalał na spokojny sen i wszystko było jasne - przetacza się front pogodowy.