halo,

często na forum cytowany jest Wawrzyniec Żuławski,przywołam i ja jego słowa :
"Smak wędrówek zimowych nie opuści do końca życia tych,którzy go raz zakosztowali.
Nieraz zbudzi ich ze snu dręczącą wyrazistością wspomnienia,nieraz wśliźnie się w rytm codzienności spraw ,
przeszyje iskrą młodzieńczego porywu,skieruje ku wielkim ,nieznanym szlakom" Wędrówki alpejskie

Kiedyś ,
dawno temu ,podczas obozów wspinaczkowych na Rusinowej Polanie dowiedziałem się ,
że pogoda w górach jest taka jaka zechce być .
Następnego dnia pożegnaliśmy grupkę idącą zgodnie z planem i rozpoczęliśmy... delektowanie się chwilą.

Dzień obozowy,
gdy czekaliśmy na możliwość wejścia w szacowne śnieżne progi króla Pikuja ( czyt:audiencję ) ,
był to dla mnie
dzień nieporównywalny.
Zwłaszcza ,że nie mieliśmy żadnej pewności ,że król obdarzy nas zaufaniem i nas przyjmie.
Ale...mieliśmy przecież kwiat atamaństwa między nami.
A oni...no właśnie...oni ...coś wiedzieli.



Bez pośpiechu,bez nerwowych ruchów mieszających miód w herbacie-bo się spieszymy,
raczyliśmy się upływającym czasem, podgrzewanym poprzez ogień.
Rozmowy,spory,donoszenie DRZEWNA ,spoglądanie na zamglony szczyt, rozmowy i...
śpiew(akustyka amfiteatru śnieżnego i dumki śpiewane przez dziewczyny w akompaniamencie wiatru,w nastrojowym oświetleniu scenicznym gwiazd).



Ten czas, przegryzany łakociami był ...no właśnie ...już był...minął bezpowrotnie.
Patrząc w ogień, czuliśmy ten dzień i noc prawie każdym splotem nerwów.

Nawiązując do Odyseusza...spoglądając na głębokość "studni ogniowej",



bulwersowała mnie myśl, czy jesteśmy na ziemi cyklopów i czy Polifem za chwilę nie wyjdzie nam na spotkanie...
A poranek...

(przepraszam Cię Heniosławie za przyspieszenie akcji moim tekstem ,wyjeżdżam i nie będę korzystał z netu,a tu pewnie,za chwilkę popłynie potoczysta relacja i nie zdążyłbym się podzielić refleksją :) )

Dziękuję bartolomeo za pomoc w uporządkowaniu poprzedniej wypowiedzi,
pozdrawiam
:)