Tu nie ma co próbować, schodzi się na brzeg i ... hajda, na drugą stronę! No, może za wyjątkiem trafienia na jakieś gradobicie albo inną klęskę żywiołową. Bo przechodzenie przez San jest wartością samą w sobie. Jak już człowiek do tego przechodzenia przywyknie, odczuwa kolejny stopień wolności: potrafię się znaleźć na którym chcę brzegu rzeki, bez pomocy mostów i innych ułatwień.
Przechodzenie w różnych miejscach i przy różnym stanie wody bywa … oczywiście, też zupełnie różne. Czasem można w połowie przeprawy zrobić odpoczynek i spokojnie zjeść śniadanie na suchych kamieniach. Gdzieniegdzie jest wąsko, ale po kolana lub po pas. Czasem da się przejść po progach skalnych niemal suchą nogą (mokrym butem). Zazwyczaj jednak trzeba buty zdjąć a spodnie podwinąć. Do dreptania po mokrych, śliskich a czasem ostrych kamykach przydają się turystyczne sandały z tworzywa sztucznego.
fs_04_D72.jpg . L95-4_04A.jpg . L95-4_03A.jpg
A bywa też i większa woda (poniżej). Wprawdzie gdy przed chwilą przechodziły tędy kaczki, było im tylko do pół piersi, ale gdy ja wszedłem, zrobiło się jakoś głębiej. W nieprzemakalnych sakwach zmoczyło mi się prawie wszystko, ale i tak cieszyłem się, jak dziecko, z pokonania głębokiego Sanu. A na platformie, o której wspominał Browar, można było wszystko wysuszyć, a w czasie suszenia pooglądać widoki - wszak platforma jest widokowa.
IMG_9700.jpg . IMG_9717.JPG . IMG_9712.JPG
Przepraszam za rozmydlanie tematu, ale po Sanie to ja bym chodził i chodził, więc nie mogłem się powstrzymać![]()



Odpowiedz z cytatem