No to sprawa wyjasniona, widocznie dałem się wkręcić. Możliwe, że to moja łatwowiernośc i zamiłowanie do niesamowitych historii powoduje, ze z czasem w nie wierzę. Inna sprawa, że w Bieszczadach spotyka się geniuszy we łgarstwie. Z drugiej strony nie łatwo mnie nabrać a jednak. Próbowałwm znależć potwierdzenie podanych mi opowieści ale znów niestety pudło, skoro nie potwierdzacie to lipa, sorry.
Moją nieufność wzbudził zbyt dokładny opis - zbyt książkowy (Gerhardowski) całego urządzenia, że strumieniem w środku i tą młodą pielęgniarką, która juz niestety nie żyje a która mówiła, że
nigdy by tam nie trafiła, bo zawsze wożono ją po nocy albo z zawiązanymi oczami, specjalnie klucząc dla zmylenia. Po jakiego licha leczyli tam chorych wenerycznie, przecież takich nie werbowali, może tak łatwiej było wymyślić historyjkę z otruciem, bo dla takich szkoda zachodu ze skomplikowaną ewakuacją. Wiarygodnie brzmiał opis pozyskania materiałow ze zdemontowanej kopalni ropy, dużej ilości rur użytych do budowy. Ta budowla jak każda ważna miała być otoczona siecią drobniejszych niby dla zmylenia i do obrony (schowania). Pod Magurą było ich pełno niektóre nawet widziałem. W pięćdziesiątych latach ci co pierwsi zapuszczali się w lasy napotykali nagie jodły z których zdjęta była kora, wtedy szukali czegoś więcej i zwykle znajdowali.No i znowu fantazjuję więc może zakończę. Na usprawiedliwienie mam to, że Tworylne działa na wyobrażnię.


Odpowiedz z cytatem