Witajcie,

W sobotę wróciłem z Bieszczad Wschodnich. Dziękujue raz jeszcze za cenny uwagi, bo bardzo się przydały.

Odnośnie samej drogi. Jechaliśmy w poniedziałek z W-wy przez Lublini potem przejście graniczne Korczowa. Wjeżdżając na Ukainę około 13:00 staliśmy 1 godzinę. Wracaliśmy około 14:00 i w ogóle nie staliśmy w kolejce. Ogólnie bardzo pozytywne wrażenie. Jechaliśmy, zgodnie z radą don Enrico, na Lwów, a potem przez Stryj, Skole i za Niżnymi Vorotami na Żdeniewo. Ogólnie bardzo sympatyczna droga. Jedynie na odcinku pomiędzy Skole a Niżnymi Vorotami spotykało się czasami dosyć straszne dziury i trzeba było uważać. Boczne drogi oczywiście w bardzo kiepskim stanie, ale tam był człowiek na to przygotowany i jechał wolno. Gorzej jest, jak jedzie się 80 km/h, a przed samochodem nagle wyrasta dziura szeroka n metr i głębkoa na 20 cm. Zrobiliśmy ponad 500 km po Ukrainie i nie zostaliśmy ani razu zatrzymani przez ich służby mundurowe. Dodam jednak, że starałem się jechać przepisowo, a jeżeli trochę szybciej, to zawsze w kolumnie lokalnych kierowców.

Zatrzymaliśmy się we wsi Bokowiec - jako że najbardizej nam pasowała ta lokalizacja ze względu na położenie pomiędzy Ostrą Horą a Pikujem. Chcieliśmy się przespać z poniedziałku na wtorek i zostawić gdzieś samochód do soboty. Chwilę popytaliśmy i znalazł się chętny gospodarz. Cena za całą "usługę" wyniosła 400 hrywien, co wydaje mi się dosyć wygórowaną kwotą. Dodam też, że stargowaliśmy z 600. Wydaje się, że popełniliśmy szkolny błąd, godząc się na to, żeby negocjacje odbyły się już po kolacji u gospodarza. Faktem jest, że było bardzo miło. Żona gospodarza poczęstowała nas jeszcze ciepłym śniadaniem we wtorek rano. Niestety nie pamiętam numeru domu.

We wtorek rano wyszliśmy w góry i wróciliśmy w sobotę przed południem. We worek weszliśmy na Ostrą i zeszliśmy kawełek granią w stronę wsi Tichyj. Ciężki dzień - deszcz i mgła. Na Ostrej mocno wiało i wdiczoność była około 50m, tak więc szybko schodziliśmy. W środę, około 13:00 bylismy we wsi Tichyj, gdzie zakupilśmy chlem i poszliśmy niebieskim szlakiem w stronę grani głównej karpat. Niebieski szlak niespodziewanie skręcił w prawo (jakby w kierunku Roztoki), więc opuściliśmy go kierując się bezpośrednio na grań. Dlaeko jednak nie doszliśmy, bo przyszły burze i zdecydowaliśmy się biwakaować dosyć nisko nad ładnym potokiem. Kolejny dzień - czwartek - to wejście na grań i przejscie kilku kilometrów na południowy zachód w stronę Pikuja. Biwakolwaliśmy na pięknej połoninie blisko grani (od strony zachodniej), tuz obok źródła dającego początek strumykowi. Pogada stała się łaskawsza i po południu mielismy piekny widok na Ostrą Horę. Wieczorem przyszła burza, ale na szczęście 20 letni namiocik Vaude dał radę. W piątek rano wiatr rozwiał chmury i mielismy piękna wycieczkę po grani na Pikuj. Dotarłwszy na Pikuj cofnęliśmy sie kilometr lub dwa granią i po dłuższym odpoczynku (ja nawet się zdrzemnąłem) zeszliśmy "na rympał" w stronę Bukowca. po wyjściu z lasu biwakowalismy na pastwiskach nad Bukowcem. Pogoda była piękna. W sobotę, po śniadanku zwinęliśmy rzeczy i zeszliśmy do Bukowca, pożegnaliśmy się z gospodarzem i pojechaliśmy do Polski.

Przez 4 dni i 4 noce nie spotkalśmy nikogo poza jednym pasterzem (nie licząc wsi Tichyj, przez którą przechodizliśmy). Spodziewałem się, że może postkamy kogoś na Pikuju, ale nic. Niestety spotykaliśmy za to sporo śmieci - głównie plastikowych butelek. Dużo było też nawigacji z mapą i kompasem. Korzystalismy z mapy Compass - Użański Park Narodowy 1: 50 000. Na mapę złego słowa powiedzieć nie mogę. Oczywiście należy z rezerwą podchodzić do ścieżek i "innych dróg" zaznaczonych na mapie. W rzeczywistości dróg jest więcej, ale też prowadzaą w różne dziwne miejsca. Bez posiłkowania się kompasem było by bardzo słabo. Na przykład na Ostrą nie znaleźliśmy, żadnej drogi/ścieżki, więc przez pierwszą połowę wchodziliśmy na azymut. W końcy znaleźliśmy ścieżkę, którą potem przy zejściu zgubilismy, a potem znowu znaleźliśmy. Było sporo odcinków, gdzie poruszaliśmy w ciężkich chaszczach. Ale takie chodzenie ma oczywiście swój niepowatarzalny urok!

Pierwotny plan zakładał dojście do Wołosianki i wejście na Pikuja od Sianek. Niestety nie straczyło na to czasu. Nie zmienia to jednak faktu, że wyjazd był jak najbardziej udany. Nie mam też poczucia, żebyśmy się obijali.

Kolega robił zdjęcia. Jak mi prześle, to może zamieszczę kilka na forum.

Pozdrawiam,
Sioux