13 kwietnia 2013 r. o godz. 10.00 w Gminnym Centrum Kultury i Ekologii w Cisnej odbędzie się sesja pt. "Czas dla Łopienki" pod honorowym patronatem p. Renaty Szczepańskiej, Wójta Gminy Cisna.
Sesja ta poświęcona będzie wymianie myśli, pomysłów i informacji dotyczących Łopienki. Mamy nadzieję, że spotkanie stanie się też okazją do otwartej dyskusji o przyszłości tej jedynej w swoim rodzaju bieszczadzkiej doliny.
Jest to wyjątkowa okazja do odgrzania właśnie w kontekście Łopienki chociażby w kadłubowej formie koncepcji bieszczadzkiego rezerwatu turystycznego z książki "Spór o Bieszczady" Witolda Stanisława Michałowskiego i Janusza Rygielskiego.
Z konkurencyjnych propozycji jedna mówi o budowie w dolinie hotelu, na dolinę ostrzy sobie zęby również Kościoł, marząc o jej dewastacji przez budowę faktycznego ośrodka wypoczynkowego dla księży - tym samym potwierdzając niestety poglądy antyklerykałów, głoszących, że Kościół jako organizacja to instytucja pasożytnicza, lubiąca zbierać, gdzie nie posiała i tuczyć się na cudzym. Bo to przecież nie księża odbudowali cerkiew i tym samym zadecydowali o sakralnym charakterze doliny. Stosunkowo najmniej destrukcyjne są pomysły Lasów Państwowych, chcących urządzać stereotypowe ścieżki przyrodnicze. Ten pomysł nie szkodzi wprawdzie przyrodzie, ale oznacza nastawianie się na niedzielnych turystów (którzy lubią mieć wszystko podsunięte pod nos) i tym samym dalsze wypieranie nas z jednego już z ostatnich miejsc w polskich Karpatach. Od 25 lat turystów kwalifikowanych nieustannie wypiera się za granicę, korzystając przy tym z ich pracy i nie dając im za to żadnego wynagrodzenia, a jedynie łaskawie tolerując ich istnienie. Jesteśmy wykorzystywani, traktowani jak frajerzy. Pora już z tym skończyć, choćby w imię naszej godności osobistej! Kwestia ta szczególnie widoczna jest właśnie w przypadku Łopienki, na którą różni cwaniacy - niestety, także ludzie, którzy powinni teoretycznie świecić przykładem na cały kraj - rzucili się jak stado sępów.
W pomyśle stworzenia rezerwatu turystycznego nie chodzi przy tym, żeby w Łopience nie było żadnych zmian. Takie stawianie sprawy oznacza oddanie inicjatywy w ręce przeciwnika. Chodzi natomiast o uczynienie z całej doliny zachodniobieszczadzkiego ośrodka turystyki kwalifikowanej, a w szczególności o przyciągnięcie (ulubione słowo miłośników "stonki"; trzeba nim jak najczęściej szermować, żeby wytrącić im oręż z ręki) turystów kwalifikowanych-rekonstruktorów, zwłaszcza zaś związanych z Dzikim Zachodem - indianistów, kowbojów czy traperów, oraz ostatnio interesujących się Bieszczadami "wczesnośredniowieczniaków", urządzając w Łopience coś w rodzaju poligonu dla nich. Dzięki temu będziemy mogli odparować zarzut, że chcemy izolować dolinę od większej ilości ludzi - w epoce, w której z turystyką utożsamia się tłumy.
Podobnie dziś władze bardzo lubią mówić o "inwestycjach"; uważa się je za lekarstwo na wszelkie bolączki (nawet brak inwestycji w parkach narodowych równoważy się ich nadmiarem za samą granicą), więc brak inwestycji może być uznawany za coś negatywnego i uwsteczniającego region, co z góry skreśla argumentującego w oczach administracji gminnej. Na to trzeba odpowiedzieć, że inwestycje, owszem, będą - tylko będą przywożone i wywożone przez rekonstruktorów (chodzi o ich wyposażenie). A w wypadku, gdyby przewagę uzyskało lobby grubszych inwestycji, odpowiemy, że my też dopuszczamy takowe, tylko zamiast hotelu będzie to gród wczesnośredniowieczny, faktoria handlowa z Dzikiego Zachodu albo też XVII-wieczna polska kresowa stanica wojskowa (najlepiej zrobić coś uniwersalnego, co każdorazowo po drobnych przeróbkach można by zaadaptować na jedno, drugie i trzecie, w zależności od tego, kto akurat na terenie rezerwatu by przebywał). Jako lokalizację takiego obiektu można zaproponować rejon gdzieś bliżej wylotu doliny, żeby wyznaczał on optycznie granicę obszaru, gdzie turyści kwalifikowani są gospodarzami. Oczywiście, wstęp na teren rezerwatu byłby dalej otwarty dla wszystkich.
Cerkiew powinna zostać ośrodkiem duchowym rezerwatu, zyskać rangę kaplicy ruchu turystyczno-rekonstruktorskiego i otrzymać swojego kapelana. Należy się oczywiście spodziewać oporu ze strony władz kościelnych, robiących krecią robotę turystom kwalifikowanym. Należy więc na próby lekceważenia reagować jak najgłośniejszym krzykiem na cały kraj i słusznymi oskarżeniami o zaniedbywanie podstawowych obowiązków, a nawet o nieformalną i nieuzasadnioną niczym kryptoekskomunikę całej grupy społecznej. Trzeba też podkreślać, że realizacja rezerwatu jest pomysłem antykonsumpcjonistycznym, zaś pomysł kościelny to jawne wcielanie w życie konsumpcjonizmu, z którym Kościół podobno walczy.
Musimy walczyć o swoje, bo inaczej znikniemy! Turystyka kwalifikowana straci zupełnie wymiar patriotyczny, gdy nie będzie już służyła poznawaniu własnego kraju, a w końcu wyjazdy będą już tak dalekie i tak drogie, że nie będzie ona możliwa jako styl życia, a jedynie jako snobistyczna zabawa dla bogaczy. Pamiętajmy też, że im radykalniejsze będą nasze postulaty, tym większa szansa, że cokolwiek z nich zostanie zrealizowane, bo konsensus społeczny (i racja w oczach większości) z zasady ustalane są "krakowskim targiem".



.
Odpowiedz z cytatem

Zakładki