A potem pojawiają się widoki... Może nie na Tatry, ale nic to - pięknie jest i basta.

A to skromna kapliczka przy drodze stanie,


a to cała cerkiew,


a czasem i szczyt widokowy się trafi.


Z kolejnej cerkwi Chrystus ciekawie przez okienko wygląda,


pod krzyżem na rozstajach można pogadać ze spotkanymi przypadkiem dobrymi znajomymi,


a z daleka wszystkiego pilnuje Kalwaria


Szedłem sobie więc, szedłem, podziwiałem i rośliny i widoki i ani się spostrzegłem a już byłem w Rybotyczach. I trzeba było do auta się pakować i do domu wracać... Jeszcze tylko dynowski żurek Pod Semaforem i można było zacząć pisać relację