Szanowny Michale,
z mojej strony o żadnym linczu, wirtualnym czy mentalnym nie może być mowy. Pytanie jest zasadne i nie raz sam sobie je zadawałem (i nie tylko ja). Brak czasu w tej chwili nie pozwala mi na sformułowanie wielowątkowej odpowiedzi, a zatem wskażę - być może pomijając wątki ważniejsze - to, co jest wedle mnie istotne. Krajobraz wysokiej części Bieszczadów został niemiłosiernie ogołocony. Nie chcę/nie chcemy odbudowywać Jaworca, Berehów czy Caryńskiego. Natomiast jesteśmy w stanie zadbać o znaki "graniczne", które wyznaczać mogą też granicę pamięci i szacunku, dla kultury, która już nie odżyje, a żyje ciągle w umysłach i sercach nie tylko wysiedlonych i ich potomków, ale także moim i - myślę - wielu innych osób. To "moim" oznacza zapewne jakiś rodzaj prywaty, potrzeby zmierzenia się z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, ale także wyzwaniami czysto kamieniarskimi. Książki, wystawy, ścieżki historyczne nigdy nie zastąpią realnego spotkania ze znakami. Ten konkretnie kamienny znak, krzyż na pamiątkę zniesienia pańszczyzny, wydarzenia o niebagatelnym znaczeniu nie tylko dla Bojków, ale wszystkich mieszkańców Galicji, jest wedle mnie wyjątkowo ważny. Powstał tylko dlatego od nowa, że Olgierd Czeczott wykonał jego zdjęcie w VIII 1961 r. Bez podstaw ikonograficznych nie pozwoliłbym sobie/nie pozwolilibyśmy sobie na jakiekolwiek starania.
Mam nadzieję, że chociaż trochę przybliżyłem moje/nasze intencje.
Czysto merytorycznie: wykonaliśmy (jeszcze nie do końca) remont cokołu, w ramach owego remontu, dotarłszy do nieodzownego materiału ikonograficznego, zrekonstruowaliśmy krzyż (na rzeczy nadal są jego detale) - mamy nadzieję, że to pozwoli dzisiejszym miłośnikom Bieszczadów dostrzec mocniej jeszcze to, co jeszcze tak niedawno było, żyło - "żytja-butja hirskoho narodu" - Bojków.


Odpowiedz z cytatem