a oto cd.:
Schronisko
Okna nowe, plastikowe
Włączona elektryczność
Widoczni przez okno czterej osobnicy w dziwnych, kowbojskich kapeluszach
Siedzą za stołem
Rozmawiają
czyli spotkanie na szczycie internatów

Gwiazdy
Owo spotkanie przeplatane było pewnym zagadkowym przerywnikiem. Zapoczątkowanym przez Szaszkę, a kontynuowanym przez pozostałych. Przerywnik ten miał charakter „metafizyczny” – jeżeli wolno mi zacytować szaszkowe określenie. Polegało to na pojedynczym, kilkuminutowym znikaniu w ciemnościach i zadzieraniu głowy, ewentualnie rozdziawiania buźki. Ochów i achów było mnóstwo. A kto choć raz widział gwieździste niebo w Bieszczadach, ten wie, o czym mówię. Zgodnie z najsłynniejszą polską definicją: gwiazdy, jakie są każdy widzi…
Wieczór upłyną szybko i wesoło. Tym razem obyło się bez sprawdzania pokrywy śnieżnej w Weremieniu.
I można tak opisywać chwilę, po chwili. Ale czy oto chodzi…, zafundowałam sobie jeszcze inne metafizyczne zjawisko. Spałam na górze piętrowego łóżka, leżąc na boku miałam przed sobą okno na grzbiet połoniny. Od trzeciej trzydzieści, mogłam przyglądać się - wyłaniającej się- Połoninie. Choć nie było widocznego wschodu słońca (chmurki), to jednak była to „czysta rozkosz”. Dla takiego momentu warto nawet na 3 dni pojechać w Bieszczady.
I jeszcze byl niekompletny szlak graniczny, a właściwie Rabia Skala
Pozdrawiam
Aleksandra