Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 19

Wątek: Morze, szuter i poradzieckie bazy- czyli majówka na Łotwie

  1. #1
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,641

    Domyślnie Morze, szuter i poradzieckie bazy- czyli majówka na Łotwie

    Pomysł wyjazdu na Łotwe powstał jakos pod koniec zeszłego roku. Początkowo planowałam ze moze na majowke wybierzemy sie na Białorus, przewodnik nawet kupiłam.. Ale lenistwo wygrało... Nie chcialo mi sie użerac z wizami.
    Kilka osób slyszac o planach ostrzegalo albo nawet odradzało mi wyjazd w tamte strony. Mowili, ze sie rozczaruje, ze prozno w bałtyckich krajach szukac moich ulubionych klimatów, ze tam jest bardzo "zachodnio", nowoczesnie, drogo i predzej mozna odnalezc skandynawski porzadek niz wschodni bardak. Wiele ogladanych w necie relacji potwierdzalo, ze oni jednak moga miec racje..
    I moze dobrze ze z takim nastawieniem pojechałam.. Bo moze wlasnie dlatego- przez kontrast z wyobrazeniami- kraj zachwycil mnie az tak bardzo a "oddech wschodu" dopadł juz na Litwie, jakies 30 km od granicy, po zjezdzie z glownej drogi Via Baltica, na boczne puste trakty.. A potem bylo juz tylko lepiej

    Wyruszamy juz w piatek po poludniu. Musze wytrzymac w pracy od 9 do 14, co wcale nie jest takie latwe bo myslami zmierzam juz ku pólnocy... W Oławie czekaja Grześ i Piotrek- w barze oczywiscie. Dzis planujemy dotrzec pod Warszawe gdzie nocujemy u Wojtka. Na trasie spotykamy rozne atrakcje, np. traktory orajace asfalt, szeroko rozlane rzeki zabierajace boiska i słupy energetyczne, pasące sie w rowach bociany a przede wszystkim potworne korki w kazdym nawet najmniejszym miasteczku i niekonczace sie sznury tirów..

    Około 22 dojezdzamy do planowanego miejsca gdzie czekaja na nas juz Wojtek i Tomek ze stołem zastawionym po brzegi, pelnym wszelakiego jadła a przede wszystkim napitku. Gruzinska "supra" moze sie schowac! Wogole u Wojtka w obejsciu mozna odnalezc prawie wszystko- staw, monitorowane kurki i kaczki wodne, opuszczona fabryke, dom z labiryntem stu zakretów oraz stworzenie nazywane psem a rzeczywistosci będace skrzyzowaniem niedzwiedzia z cielakiem gigantem!

    Rano juz w szescioro wyruszamy w dalsza trase. Po drodze zawijamy do wulkanizatora bo w skodusi cos dziwnie "bije" na kierownicy. Diagnoza jednak jest taka ze obecnie nic sie nie da zrobic. Trzeba czekac az sie bardziej zepsuje- wiec jest szansa ze gdzies w centralnej Łotwie czeka na nas kolejna przygoda!

    Z reszta łotewskiej ekipy spotykamy sie przy bunkrach w Bakałarzewie. Po wyjsciu z autka uderza nas lodowaty wiatr, para leci z ust a chmury ciagna ciezkie brzuchy bardzo nisko.. Dostaje smsa od mamy "na Ślasku 28 stopni i duchota". Odpisuje: "na Suwalszczyznie +7 i baaaardzo rzesko!"

    A tu my wszyscy w komplecie.



    To ten moment ktory najbardziej kocham na kazdym wyjezdzie. Sam samiuśki poczatek. Jeszcze wszystko przed nami, jeszcze nic nie minelo. Przed nami wielka niewiadoma, nie wiemy gdzie w najblizsze dni wypadnie nam spac, gdzie jesc, kogo spotkamy na swojej drodze. Ale wiemy ze wokól pachnie wolnoscia i przygoda a jakas niewidzialna siła pcha nas w nieznana dal


    Zatrzymujemy sie jeszcze w Suwałkach aby odwiedzic jakis kantor i znalezc knajpe na obiad. (Knajpy nie beda mocna strona tego wyjazdu ) W tej w Suwałkach barmanka jest troche stropiona ze chce sie u niej stołowac az 9 osób, mowi ze musi sprawdzic w lodowce czy ma tyle porcji. Tu zapala nam sie czerwona lampka- zaczyna sie zupełnie jak nad Dunajem w "Sybiraczce" gdzie dostalismy na glowe po 4 pielmieni... Nie szukamy dalej, troche czas nas goni, moze znajdziemy jakies zarcie na Litwie? Na tym etapie toperz dostrzega napis "Gofry" i oblizujac sie, pospiesznie podąza w obranym kierunku. Ja sie tez łatwo kusze wiec zamawiamy dwa gofry.. Zwykle czas dostania gofra oscyluje w pomiedzy 10 sekund a minuta.. Tu jest jednak inaczej... Pani kasuje pieniazki i znika na zapleczu. Przez lekko uchylone drzwi widac ze miota sie miedzy lodowka a szafkami. Nosi jakies miski, cos miesza, przelewa. Buchaja jakies pary. Mija dziesiec minut, dwadziescia. Reszta ekipy juz pochrzakuje przy autach zastanawiajac sie w jaka czarna dziure tym razem wpadlismy. Mija pol godziny. Ja wiem, gofry mialy byc bardzo zlozone z owocami, polewa i smietana. Wyglada na to ze babka nie tyle doi krowe zeby zrobic smietane co poszla zasadzic drzewka owocowe!!! W koncu zwyciestwo. Gofry sa nawet calkiem smaczne ale chyba nie doceniamy ich na tyle co powinnismy gdy z umazanymi buziami pakujemy sie do skodusi. Od dzis powiedzenie "czekajac na gofra" staje sie symbolem

    Od Tomka pozyczamy CB radio. Mimo napchanej po brzegi skodusi udaje sie go jakos upchac. Podstawiamy pod spód rolke srajtasmy, oklejami dookola kilkoma warstwami tasmy klejacej. Siedzi. Fajnie. Bedziemy mogli gadac miedzy autami jak sie gdzies pogubimy albo co.

    No i w koncu granica, znaczona tylko tablica i opuszczonym porosłym trawa terminalem. Jakos tak dziwnie, jakos tak nieswojo. Nie ma paszportow, pieczatek, sznurow aut. Nikt nas nie zatrzymuje i nie zaglada do plecaka. Ale granice, mimo jej braku, widac namacalnie. Nagle staje sie jakos tak szeroko. Pusto. Niknie las bilbordów, ruch słabnie, z kazdym kilometrem okolica pustoszeje. Zjezdzamy z szosy bałtyckiej na boczne trakty. Droga szeroka i prosta. Mijamy malutkie wioseczki. Domunuje drewniana stara zabudowa.




    Sporo jest tez opuszczonych chat i kołchozów. Wioski calkiem inne jak u nas, wogole to ciezko je wioskami nazwac. Bardziej pasuje słowo "chutor" albo "siedlisko". To nie ulicowki czy skupiska zwartej zabudowy. Pola, pola a na nich chalupki ze stajniami, stodolami i komórkami ustawionymi w prostokąt, kwadrat albo kolo. A wokol zabudowan szpaler starych drzew. Zartujemy ze szukajac noclegu w Polsce patrzy sie za kępa drzew na polu. A tu niespodzianka! Raz ze kęp jest niewiele i w kazdej takowej siedzi gospodarstwo!
    Okolica przytłacza spokojem i pustka. Wrazenie poteguja brzuchate chmury i droga niknaca na horyzoncie. Aha! I calkowicie milknie rozgadane w Polsce CB radio. Cicho na wszystkich kanalach.
    Tylko my, droga i te dziwne pola..

    Na nocleg planujemy sie dostac do ruin bazy kolo Viesvile. Udaje sie tam dojechac ale kreca sie tam jacys ludzie prowadzacy prace rozbiorkowe. Nie wyglada zbyt przytulnie. Zatrzymujemy sie wiec na pobliskim lesnym parkingu. Stoi tu tez spora wiata, stoliki, smietnik, przygotowane jest drewno na ognisko.





    Biesiadujemy przy iskrach i opowiesciach wszelakich, wspominamy rozne imprezy, wyprawy i zastanawiajac sie co nam przyniosa kolejne dni wspolnej włoczegi ku polnocy.



    Ognisko sie dopala, wszyscy powoli rozchodza sie do namiotow. Nocne ptaki skrzecza jakos dziwnie. Pewnie po litewsku.

    W nocy jest tak zimno ze nie moge usnac mimo zapatulenia sie w dwa puchowe spiwory. Krece sie z godzine lub dwie prawie przygryzajac sobie język. Nie da rady! Ide do skodusi po kolejne cieple gacie. Jest chyba 2 w nocy. Wszyscy juz spia.
    Miedzy czarnymi sylwetkami aut dostrzegam jakas postac. Gosc na moj widok tez sie troche wystraszyl. "Czy masz papierosa?"- pada pytanie. Wszystkiego bym sie spodziewala ale nie spragnionego palenia w srodku litewskiego lasu grubo po polnocy! Gosc jest jakis dziwny, ubrany na krotki rekaw, troche sie mota w zeznaniach opowiadajac skad sie tu wzial. Twierdzi ze wraca z imprezy, przyjechal tu stopem i ma 12 km do swojej wsi ale jej nazwy jakos nie chce wymienic. Dwa razy tez pokazuje kierunek gdzie mieszka.. i za kazdym razem inny. Pyta mnie ile nas jest i czy ktos spi w autach. Choc nie jest to zgodne z prawda mowie ze w kazdym aucie ktos spi. . Gadamy jeszcze chwile o naszym wyjezdzie a on poleca nam nadmorskie kurorty obwodu kalingradzkiego i zbieranie tam bursztynów na sprzedaz. Opowiada tez ze jego marzeniem jest wyjazd do Anglii i praca tam na budowie. Wyjechal tam jego daleki kuzyn i ponoc jest zadowolony. Gosc dopytuje sie tez czy nie mamy na zbyciu jakiegos spiwora albo swetra bo jest mu zimno. Moze nawet bym mu dała jakis polar gdyby nie to ze wszystkie mam na sobie i nadal mna telepie! Gosc wzdycha smutno i mowi ze zdrzemnie sie w wacie

    Wracam do namiotu. Jakos sprawa nie daje mi spokoju. Kto to do licha jest? Skad sie tu wział? Dlaczego nie wraca do domu? Nawet jakbym byla bardzo zmeczona to wolalabym isc kolejne 12 km do cieplego domu niz przy temperaturze kolo zera spac w przewiewnej wiacie w koszulce z ktotkim rekawem! Dlaczego widzac namioty nie zagadal tylko bezszelestnie krecil sie kolo aut? Siedze wpatruje sie w ciemny las i zarys wiaty...i wkrecam sobie spiskowa teorie dziejów. Obwod kaliningradzki zaczyna sie 2-3 km stad.. O tam w lesie, po drugiej stronie szosy. Pewnie koles czmychnal noca przez granice i gdzies postanowil przenocowac. Dlatego nie zna nazw okolicznych wsi i nie powiedzial ani pol slowa po litewsku. I nie wraca do domu. I tedy blizej mu do Anglii. Nie zebym nie ufała ludziom ale budze toperza i zabieramy plecaki ze skodusi do namiotu.

    Rano kolesia w wiacie juz nie ma. Poczatkowo reszta ekipy sie ze mnie nabija jak opowiadam swoja nocna historie. Pytaja czy przybysz byl zielony i czy mial czułki. I co brałam wieczorem i dlaczego sie nie podzieliłam z innymi Sytuacje ratuje Grzes i Tomek ktorzy slyszeli ze noca ktos gada w obozowisku ale nie chcialo im sie wyłazic z cieplych spiworow

    Rano pogoda niezaciekawa, zimno i pochmurno. Acz nie narzekamy, mama mi wlasnie napisala ze w Polsce leje.

    Pakujemy sie wiec w nasze autka i suniemy dalej ku Łotwie.

    Okolica obfituje w bociany. Na co drugim domu jest gniazdo. Oprocz tego ogniazdowane sa takze slupy, kominy minifabryczek i samotnie stojace drzewa. Bociany tez biegaja za traktorami i cos wyzeraja ze spulchnionej ziemi.



    Na Litwie przy drogach wystepuje sporo drewnianych, rzezbionych słupów. W drewnie wyobrazone sa rozne napisy i postacie. Nikt z nas nie wie jakie funkcje pełnia.



    Przejezdzamy przez Palange gdzie po raz pierwszy moczymy nogi w lodowatym Bałtyku (tzn niektorzy moczą - ja nie!!! )



    I bezskutecznie szukamy jakiegos otwartego baru (ta fraza bedzie sie czesto powtarzac w relacji )

    Pierwsza odwiedzona na Łotwie miejscowoscia jest Nida. Zjezdzamy w pylista droge. Malenka drewniana wioseczka połozona jest na nadmorskiej wydmie. Plaza pusta po horyzont. Mieszkancy niektorych domostw musza miec chyba bezsenne noce w czasie jesiennych sztormow! Nie spotykamy w Nidzie zadnego czlowieka.











    Koło Rucavy zajezdamy na pierwsza łotewska poradziecka baze. Obiekt jest mocno zniszczony. Obecnie widac ze jest przerobiony na tor motocrosowy.





    Dokonujemy tu interesujacego odkrycia przyrodniczego- na litewsko-łotewskim pograniczu występuja niedziewiedzie! I do tego białe! Mają łagodne usposobienie, nie atakuja ludzi i prowadza nadrzewny tryb zycia




    Za Rucavą skrecamy w boczne drogi. Specyficzny, czesto tu wystepujacy a zupelnie nie znany w Polsce znak drogowy

    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  2. #2
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,641

    Domyślnie Odp: Morze, szuter i poradzieckie bazy- czyli majówka na Łotwie

    Zaczyna sie szuter. Skodusia pokrywa sie gruba warstwa pyłu. Zgrzyta w zebach, kreci w nocie, grad kamyczków obija sie o szyby- czyli sezon letniej włoczegi mozna uznac za rozpoczety! Łotewski szuter jest zadziwiajac rowny. Da rade nim jechac i 90km/h i nic sie w skodusi nie urywa, mimo ze przy obecnym obciazeniu to zupelnie juz ciagnie brzuch po ziemi..











    Przez kilkanascie kilometrow mijamy rozrzucone z rzadka chałupki a przy drodze nie stoja zadne tabliczki z nazwami miejscowosci. Co ciekawe przy drodze do gospodarstw wisza wyciete w deskach napisy- podejrzewamy ze moze to sa wizytowki np. z nazwiskiem mieszkajacej tam rodziny?
    Domy sa czesto kryte strzecha, stoja rozwłoczone maszyny rolnicze, płoty chyla sie ku ziemi. I jakby wymiotło ludzi. Pusto, szeroko, przestrzennie.. I jakby jakis dziwny smutek i melancholia unosily sie w powietrzu.

    Drewniany wiatrak, malenki kosciolek, bocianie gniazda, malownicze rozlewiska i podswietlone słoncem granatowe burzowe chmury. I wszystko spowite lekka mgielka kurzu unoszacego sie spod kół.









    Kurcze, wspomnienie wczorajszej podrozy przez Polske staje sie jakies dalekie, nierealne.. Czy to mozliwe zeby gdzies istnialy miejsca tak klaustrofobiczne, zatłoczone, skupione, przeludnione? A tu wzrok z przyzwyczajenia podswiadomie szuka punktu zaczepiania, podparcia, zakorzenienia.. Ale tylko błąka sie po dalekich polach, pustych obejsciach zapomnianych gospodarsw, szybuje gdzies w swietliste niebo podązajac za dzwonieniem skowronkow

    W lasach za Kiburi szukamy kolejnej poradzieckiej bazy! Kurcze- tu byla kiedys baza na bazie. Łotysze chyba mieli przekichane- jak tu isc na grzyby?

    Kolejne kilometry plytowych drog przypominaja o minionych czasach. Przyroda ponownie przejmuje wladanie nad betonem. Znów ptaki zakladaja gniazda w pokruszonych łukach stropów. Tam gdzie trzymano rakiety z ziemi wylaza niesmialo swiezutkie pędy bluszczy. Gdzieniegdzie zbrojone plyty juz calkiem nikna pod gąszczem chaszcza- latem wogole nie bedzie ich widac. Ot trwalosc ludzkich osiagniec...



    Czesc hangarów miejscowi wykorzystuja jako gigantyczne stodoły. Ogromne bele sianka sie tam susza. Idealne miejsce- suche i przewiewne.





    Sprawdzamy czy wszystkie autka zmieszcza sie kolektywnie w garazach samolotowych.



    Wogole to miejsce swietnie by sie nadawalo na nocleg np. jakby lało. Ale cieple popoludniowe słonce ciagnie nas ku morzu, na biwak na brzegu, na wydmie, wsrod szumu fal!

    Toperz znajduje skrzynie. Bardzo fajną! Ale mimo najlepszych checi nie upchniemy jej do skodusi. W oczach Grzesia i Piotrka widac przerazenie- bo i tak ledwo miescimy sie z bagazami.



    Skrzynia po sesji zdjeciowej zostaje na bazie. Tym razem...

    I lecimy na Lipawe. Mijamy miasto i kierujemy sie w strone ruin nadmorskiej twierdzy


    Miejsce jest wrecz magiczne! Ogromne bloki betonu zwalily sie do wody , czesc wisi na skarpach i wydmach. Morze wdziera sie na schody, chlupocze w dawnych oknach i pomieszczeniach. Mewy skrzecza po korytarzach, pachnie igliwiem sosnowego lasu, wiatr przynosi zapach wodorostu i chlodnej bryzy. Huczy w dali jakas platforma na morzu i macha w oddali wielka łapa monstrualnej koparki. Grupa wedrowcow pije winko na betonowych kopulach, łapiąc do butelek ostatnie promienie chowającego sie slonca.



















    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  3. #3
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,641

    Domyślnie Odp: Morze, szuter i poradzieckie bazy- czyli majówka na Łotwie

    Szkoda wielka ze aby moc sie cieszyc takim nadmorskim biwakiem na plazy, by moc spojrzec w wieczorna toń Bałtyku pod dachem z gwiazd, musimy wyjezdzac ze swojego kraju. Niby to samo morze, ten sam Bałtyk a jakis taki inny niz ten nasz uwieziony w zwartym kordonie pensjonatów i tablic najezonych zakazami. Tu sosny na wydmie jeszcze szumia nawet dla tych ktorzy za to nie płaca...

    Na wystajacym cyplu stawiamy autka i namioty.



    Wsrod plusku fal i czerwonej łuny zachodu podgrzewamy zarcie i rozpijamy kolejne trunki. Kwietniowa noc daje sie troche we znaki! Zzzzimno!!!! Ziuta ubiera swoj puchowy teletubisiowy kombinezon. Nam zostaje ubior na cebulke i sosnówka Grzesia.



    Jest i gitarka i Ziutowe wspomnienia z Syberii. Pewnie impreza trwala by dluzej ale kąsające zimno polaczone ze wzmagajacym sie wiatrem zapędza nas do namiotów.

    Łopoce tropik namiotu, fale biją o pokruszony beton twierdzy. Jak milo miec swiadomosc, ze wlasnie zaczyna sie ten piekny czas noclegow w milion-gwiazdkowych hotelach, czas ognisk i wedrowek w nieznane. Zimno jeszcze niezle gryzie w kuper i para leci z ust ale radosny, wiosenny oddech czuc juz nawet na tej pólnocnej ziemi


    Ranek w odroznieniu od wieczora jest pochmurny. Szare niebo, szare morze, szara twierdza i szare namioty. Zbieramy sie z biwaku dosyc dlugo.
    Zjadamy sniadanko na brzegu a pokruszone kawalki twierdzy sluza nam za stol i krzesła.





    Slash wybiera sie na ponadgodzinna wycieczke wzdluz brzegu (potem widzac zdjecia bardzo zaluje ze z nim nie poszlam!) Odkryl kolejne bunkry i betonowe wieze. Widac chyba cale wybrzeze bylo tu ufortyfikowane.

    Jednym z celów dzisiejszej wycieczki sa polnocne krance Lipawy, gdzie wedlug danych z GPSów chlopakow sa w lesie jakies bunkry. Plytowa droga niknie gdzies w dali wsrod zarosli sugerujac ze dobrze jedziemy. To metoda sprawdzona od lat na roznych wypadach- widzac plytowa droge mozna w ciemna nia pojechac. Taka nawierzchnia zapowiada zawsze jakies ciekawe miejsce.
    Wedlug namiarów interesujace nas obiekty sa na lewo od drogi. Ale tam jest.. bagno! No moze nie calkiem bagno- mocno podmokły las noszący znaczne slady dzialalnosci bobrów. Widac pozwalane konary, tamy, ponadgryzane drzewa i pierwsze wiosenne kwiatki.





    Spotykamy nawet dwa bobry! Wyjatkowo dorodne i zarłoczne okazy!



    Okolica bardzo piekna ale isc na przełaj nie bardzo sie da. Nadkladajac mocno drogi odnajdujemy groble ktora wyprowadza nas w suchy, mocno pagorkowaty las. Jak sie okazuje w kazdej gorce siedzi spory zamaskowany bunkier, z korytarzem i ogromna halą.





    Przy wypalonym ognisku znajdujemy resztki kombinezonu kosmonauty, przeciwchemicznego albo moze na skazenia radioaktywne? Sa glosy w ekipie ze "kombinezon chyba nie jest pusty w srodku" ale nikt nie ma ochoty (i odwagi ) tego sprawdzac.



    Znajdujemy tez skrzynke ktora dawniej sluzyla jako przechowalnia wojskowych petard. Jest taka fajna i w dobrym stanie ze nie mozemy jej zostawic. Ale chocbysmy staneli na glowie to nie wsadzimy jej do skodusi (chyba ze bedziemy ciagnac losy kto biegnie za samochodem ). Na szczescie udaje sie upchnąc skrzynke w autku Ziuty!



    W Lipawie zatrzymujemy sie przy bazarku. Czego tam nie ma! Sa rurki, srubki, sprezynki, fragmenty rowerów, motocykli i statkow kosmicznych, lampy, zelazka i złom wszelaki ktorego zastosowania nie jestem w stanie rozszyfrowac. Jako ze nie planujemy w najblizszym czasie zlozyc w garazu ani czołgu ani karabinu, łazimy tylko w kólko cieszac sie atmosfera tego miejsca i przypatrujac gruboogoniastym kotom ktore przechadzaja sie wokol albo moszcza na straganach.





    Nabywamy z toperzem trzy radzieckie odznaki a Ziuta czapeczke i popielniczke.





    Zblizajac sie do jednego ze sprzedawcow chce sie popisac znajomoscia jednego z czterech pracowicie wyuczonych na takie okazje łotewskich słow. Jednak facet krzywi sie i tłumaczy ze on tu tylko mieszka, a pochodzi z Białorusi, spod Witebska i po łotewsku umie mniej niz ja. Ponoc w tej dzielnicy to normalne i jak ktos mowi "labdien" na bazarze to zaraz widac ze przyjezdny



    Czesc ekipy idzie jeszcze kilometr albo dwa w morze po czyms co nie wiem czy nazwac molo czy falochronem. Ja nie ide bo mi zimno a potem bardzo załuje bo mozna bylo pogadac z rybakami a nawet przymierzyc czapke czologisty :(


    (zdjecie zrobione przez Wojtka)



    W Lipawie szukamy jeszcze knajpy ale sprawa jest trudna zeby nie powiedziec beznadziejna. W koncu znajdujemy jeden obiekt ale jesli chodzi o wystroj, atmosfere i ceny to wole spuscic na to zaslone milczenia. Jedynym niezaprzeczalnym plusem tego przybytku bylo to ze podawali tam jedzenie.

    Zaczyna lać. Jedziemy z Lipawy na wschod, w coraz boczniejsze drogi.

    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  4. #4
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,641

    Domyślnie Odp: Morze, szuter i poradzieckie bazy- czyli majówka na Łotwie

    Liczymy ze uda sie trafic na jakies fajne miejsce na nocleg. Jestesmy dzis dosyc wybredni w poszukiwaniach bo biorac pod uwage pogode, to zeby moc wspolnie poimprezowac musimy znalezc jakies spore zadaszenie.
    W ostatnich chwilach swiatla rzuca sie w oczy opuszczony dom, przy nim kilka szop i zruinowanych garazy. Tego szukalismy!!!!



    W jednym z garazy stawiamy namioty. Dach przecieka tylko troszke wiec zawsze fajniej to niz rozbijac sie w strugach deszczu





    Chwile pozniej przy naszym biwaku zatrzymuje sie busik a w nim koles pracujacy chyba dla jakiegos wywiadu. "A kto wy, ile was, skad jedziecie, dokad, po co, co juz zwiedziliscie, jaka dalsza marszruta, co macie w tych torbach itp itd...Aha.." (Dluzsza chwila przerwy, widac ze kuleczki wirowaly i przetwarzaly informacje) "No to powodzenia! szczesliwej podrozy, bawcie sie dobrze i zebyscie nie zmarzli w nocy dzieciakii!"

    Mimo ze niebo sie rozpogadza i zaczyna byc widac gwiazdy na impreze rozkładamy sie w drewnianej szopce.





    Jest bunkrowa lampa, gril z Ziutowym mięskiem, czarne balsamy, gitara, spiewy, wspomnienia , opowiesci i powazne rozmowy. I jakos tworzy sie taka wyjatkowa atmosfera, jedna z tych ktora łaczy ludzi, pozwala dostrzec inny wymiar roznych problemow, niesposob jej opisac slowami ale we wspomnieniach pozostaje na zawsze

    Rano spimy dluzej niz zwykle. Budze sie, wokol szaro, nie ma slonca. Mysle- grunt ze nie pada.. Za chwile przychodzi opamietanie- przeciez my jestesmy w garazu! A na zewnatrz piekne slonko! I tak juz bedzie do konca wyjazdu!
    Sniadanie zjadamy w ciekawych okolicznosciach krajobrazu- cyganski tabor to przy tym małe piwo. Niektorych skojarzenia oscyluja od miasta po bombardowaniu po wysypisko smieci





    Wogole juz wczoraj wjechalismy w jakis przedziwny teren. Zaczelo sie od skretu w boczna droge w strone Dzeldy. Tak 3/4 mijanych z rzadka gospodarstw jest opuszczona, stoja domy jak wydmuszki, zarosniete, ze stodolami o pozapadanych dachach. Ludzi na drogach brak. Okolica przypomina mi bardzo pólnocna Chorwacje, tylko ze tam byla wojna a tu ponoc nie..



    Na naszej trasie jest dawne wojskowe lotnisko koło Vainode. Na uboczu wsi rzucaja sie nam w oczy dwa stare pomniki.





    Wsrod rozwalisk stoi tez jeden w polowie zburzony blok. Czesc mieszkan jest wypalona, czesc wypatroszona, czesc zwisa na zelbetonie jakby po jakims wybuchu. Ale przed blokiem stoi calkiem nowa i zadbana slawojka a po ogrodku ktos sie kreci i układa porabane swiezo drewno. Jakos nie podchodzimy sie przywitac, czego pozniej zaluje.


    Jedziemy na lotnisko. Ogladamy kilka hangarow i scigamy sie po dawnych, juz lekko zaroslych trawa, pasach startowych.



    Podjezdza do nas miejscowy. Poczatkowo jest troche nieufny i zdziwiony ze interesuja nas takie miejsca. Potem nawiazuje sie jakas nic sympatii i opowiada nam o roznych bazach w okolicy.




    Najciekawsza jest opowiesc ze w okolicach Alande kolo Lipawy, gdzies w lasach nadal stoi kilka zardzewialych porzuconych samolotow, ktore jakims cudem nie poszly na zyletki. ( to chyba spory błąd ze nie pojechalismy zaraz tego sprawdzic...) Opowiada tez ze spora czesc zycia sluzyl w tutejszej jednostce, ze w 91 roku Rosjanie opuscili lotnisko i od tego czasu cala baza jest sukcesywnie rozbierana. Wojskowi wyjechali od razu, a reszta miasta rozplywala sie powoli, znikaly miejsca pracy- zaklady naprawcze, szkola, sklepy. Ludzie po kolei rozjezdzali sie do miast, za granice, do rodziny.. Puste bloki szły pod młotek, a tłuczniem utwardzano kolejne lesne drogi. Do dzisiaj przetrwal tylko jeden samotny blok wsrod pol i podmurowek innych obiektow. Jedno mieszkanie tego ocalalego bloku zajmuje emerytowany major. Jego rodzina wyemigrowala kilkanascie lat temu. W domu nie ma juz ani pradu ani wody i wszystko coraz bardziej popada w zupelna ruine. Koles ma ponoc "skrzywiona psychike" i trudno sie z nim dogadac. Nie wyjechal bo twierdzi ze tu bylo i wciaz jest jego miejsce. Z widokiem na pasy startowe i pomnik niesmiertelnego. Tak jak dawniej, tak jak zawsze.. tylko wszystko coraz bardziej zarasta trawa i chwast....








    W miejscowosci Alsi koło Nigrande napotykamy na bardzo dziwna konstrukcje. Nie wiemy dokaladnie do czego budynek mogl sluzyc, zdania sa podzielone i padaja propozycje wapiennika, cegielni, silosa a nawet huty szkła. Jedno jest wiadome ze pelnil jakies funkcje przemyslowe a teraz stoi opuszczony.





    Wlazimy z Ziuta po drabince do gory skad roztacza sie fajny widok na cala okolice.





    Wnetrza sa takze dobrze zachowane. Robi wrazenie sporych rozmiarow piec ktory co niektorzy postanawiaja takze zwiedzic od srodka.





    A tu element pro-zdrowotny- do pieca na "trzy zdrowaśki"

    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  5. #5
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,641

    Domyślnie Odp: Morze, szuter i poradzieckie bazy- czyli majówka na Łotwie

    Jakos od pewnego czasu taka jest tradycja, ze w kazdym nowo odwiedzonym kraju poznajemy lokalnych mechaników i zawsze takie spotkania owocują ciekawymi przygodami i integracja z miejscowymi . Zwykle nasza miła skodusia oferowala nam caly wachlarz tego typu atrakcji. Tym razem jednak znalazla sobie godne zastepstwo :)

    W Skrundrze robimy zakupy. Na parkingu pod sklepem Slash odkrywa ze leje sie olej z mostu Ziutowego Miśka. Kałuża jest coraz wieksza i rosnie w oczach.. Nie da rady jechac dalej.. Pieknie.. Jest chyba godzina 17 , jutro 1 maja, wiec trzezwego w miasteczku juz chyba nie znajdziemy
    Wojtek w swoich materialach znajduje namiar na mechanika w Skrundrze wiec jedziemy na poszukiwania.. Wyjezdzamy na peryferia miasta. Pylista droga prowadzi gdzies w lasy. Juz chcemy mowic ze to chyba jakis mechanik pustelnik ale pojawia sie znak.



    Malowidła na plocie rowniez sugeruja ze zblizamy sie do wlasciwego zakladu.





    Wychodzi do nas mlody chlopak.Widac ze chyba konczy dniowke , chce juz isc do domu i myslami jest juz przy jutrzejszym święcie. Rzuca okiem na auto i twierdzi ze nic sie tu nie da zrobic i trzeba jechac po nowy most do Rygi. Chyba jednak widzac błagalny wzrok Ziuty mieknie mu serce bo obiecuje pogadac z szefem. Tamten jest juz bardziej zainteresowany problemem, wpełza pod auto, oglada, cmoka, kręci glowa i zabiera Miśka na spawanie. Robia kanal z dwoch lekko podrdzewialych , chybotliwych konstrucji a Ziutka odmawia samodzielnego wjechania na to cudo.





    Robota troche trwa. Wymaga znalezienia odpowiedniego kawalka metalu, wyklepania go na wlasciwy ksztalt i zatkania nim dziury.

    Eryk, nasz mechanik wykazal sie taka empatia i przyjał nas po godzinach chyba dlatego ze sam tez jest milosnikiem aut terenowych i poczuł w ekipie "bratnie dusze". Jezdzil sporo po Bialorusi oraz po nawet dosyc odleglych kawalkach Rosji. Najczesciej jednak ekspoloruje swoj kraj oraz obwod kaliningradzki. W Polsce byl raz, na rajdzie terenowym w Sudetach, razem z jakas ekipa Holendrów. Pokazuje nam na szybie pamiatkowa naklejke.



    Nasz kraj go miło nie przywitał. Na pierwszych kilometrach kazdy z ich ekipy dostal 100 euro mandatu za wjazd do lasu. Dla Łotysza gdzie jazda wszedzie jest dozwolona bylo to niemałym szokiem. Na szczescie po tym niezbyt sympatycznym incydencie nie zniechecil sie do mieszkancow owego kraju i podchodzi do nas bardzo milo.
    Pokazuje nam tez na mapie rozne ciekawe sciezki ( a zwlaszcza bezdroza i bagna, ktorymi bedzie nam sympatyczniej jezdzic niz drogami) oraz opowiada o swoich przygodach np. jak przez pol dnia wykopywali ze znajomymi auto z jakis kaliningradzkich wydm.

    Most w Miśku zostaje zespawany, łata z blachy wyglada bardzo solidnie.



    Eryk jednak przestrzega aby zbytnio nie obciazac auta bagazem (tu patrzy na moja skrzynke z Lipawy ) oraz aby uwazac na głebokich wybojach podczas dalszej trasy. Za naprawe policzyl sobie naprawde nieduzo wiec Ziuta z radosci sprezentowuje mu jeszcze dżin lubuski.

    Jest juz pozno, niebo szarzeje wiec pytam Eryka czy przypadkiem nie zna jakiegos fajnego miejsca na namiot w okolicy, moze nad jakims jeziorkiem, rzeka albo w innych ciekawych okolicznosciach przyrody? Eryk proponuje swoja dzialke kilka kilometrow stad. Obiecuje nam nawet rozpalic banie!!!!!!!!!

    Udajemy sie jeszcze na obiad do pobliskiego bistro. Nie wiem czy jedzenie bylo tak pyszne czy my tak glodni, ale pozeramy nasze porcje z takim apetytem, ksztuszac sie z łapczywosci i oblizując z wielkim ciamkaniem, ze chyba miejscowi na tym etapie uznali ze Polska to jakis kraj glodujacy!

    Jedziemy za Erykiem na jego dzialke. Na widok skodusi widac pewna konsternacje na twarzy naszego gospodarza . Oczy wyłaza mu z orbit, pokazuje na skodusie palcem i pyta "To chyba po bagnach nie jezdzi?". Mowie mu na to, ze owszem jezdzi, ale bagno nie moze byc zbyt głebokie. Chyba jednak troche inaczej wyobrazal sobie nasz "łotewski rajd terenowy" i jakos od tego czasu wiecej razy nie przypominal Ziutce ze ma na trasie oszczedzac swoj zespawany most

    Eryk zaprasza nas do domku, rozkladamy karimaty w pokoju na poddaszu i idziemy kolektywnie do bani.



    Eryk oprocz fachu mechanika jest takze "starszym baniowym" wiec postanawia nas troche tej sztuki nauczyc. Tomek przechodzi przyspieszony kurs "baniowania" z odpowiednim czasem przebywania w kazdym z pomieszczen, okładaniem witkami,nacieraniem wonnymi olejkami. Ciekawa rzecza jest tez układanie na plecach delikwenta goracych kamieni co podobno bardzo pomaga na rozne choroby kregoslupa. Wszystko oczywiscie powinno sie konczyc wskoczeniem do jeziorka. Ja nie mam odwagi w to potworne zimno wskoczyc do zmrożonej wody ale np. Grzes pluska sie chyba trzykrotnie! Tomek wskakuje do lodowatych odmętow raz a inni chyba podobnie jak ja ograniczyli sie do polania sie zimna woda z miednicy.



    Eryk opowiada nam o roznych ciekawych miejscach w obwodzie kaliningradzkim. O zagubionych w lasach powojskowych osadach gdzie mimo ze od lat nieuzywane i niekonserwowane, nadal jest prad , biezaca woda i sprawna kanalizacja. O bunkrach zalanych morska woda i podziemnych korytarzach o dziwnej akustyce.

    Potem zostajemy sami i biesiadujemy chyba do 3 nad ranem. Jednym z przewodnich tematow jest wspominanie wszelakich atrakcji zwiazanych z kiblami podczas naszych wspolnych i samodzielnych podrozy oraz przywolywanie anegdot w tym temacie zaslyszanych od blizszych i dalszych znajomych.


    Wita nas piekny poranek. Wszyscy sie troche upiekli spiac w pokoju- moze juz przywyklismy do tych mroznych i wietrznych nocy?

    Leniwie plynie poczatek dnia na sniadaniu nad jeziorkiem w ktorym wczoraj Tomek i Grzes zazywali kapieli.





    Swiat widziany z kibelka




    Nocleg i bania oczywiscie za darmo. Kazdy z nas jednak ciagnie z plecaka jakis drobny podarek dla naszego milego gospodarza!

    i kolektywna fotka z Erykiem

    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  6. #6
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,641

    Domyślnie Odp: Morze, szuter i poradzieckie bazy- czyli majówka na Łotwie

    Dzis odwiedzamy opuszczone miasto Skrunda-2 , połozone kilka kilometrów od Skrundy wlasciwej. Bylo to jedno z tzw miast numerowanych, tajnych osiedli, ktorych setki byly niegdys rozsiane po calym ZSRR. Miast ktorych nie bylo na zadnych mapach, do ktorych bardzo ciezko bylo wjechac obcym a i mieszkancom niełatwo bylo z nich wyjechac. W zamian ponoc mieli wyzsze zarobki i troche lepsze warunki zycia niz gdzie indziej.

    Skrunda-2 narodzila sie jakos w latach 60-tych gdy zbudowano tam stacje radarowa wczesnego ostrzegania (radar Dniepr). Blizniacze bazy istnialy gdzies w rejonie Murmańska. W latach 80 tych rozpoczeto budowe kolejnego gigantycznego radaru Darial (80x80m) ktory nigdy nie zostal ukonczony. Podobne planowano tez postawic w okolicach Mukaczewa, Irkucka, Bałchaszu i gdzies w Azerbejdzanie (Gabal)



    zdjecia ze strony
    http://www.google.pl/imgres?imgurl=h...%3Disch&itbs=1

    W 94 roku, juz w niepodleglej Łotwie podjeto decyzje o zamknieciu baz i wywozie rosyjskich wojsk. Gigant zostal wysadzony w powietrze w 95 roku przez jakas amerykanska firme ktora wygrala przetarg na "uporzadkowanie terenu". Ostatni mieszkancy opuscili woskowe miasteczko w latach 98-99.

    Radarów juz nie ma. Pozostalo porzucone 15 lat temu miasto.

    Przy glownej drodze wjazdowej do Skrundy-2 stoi znak zakazu wjazdu. Jak przystalo na praworzadnych obywateli nie łamiemy prawa i nie wjezdzamy gdzie nie wolno. Okrązamy miasto inna drogą, zostawiamy auta i pieszo przedzieramy sie przez bagno w strone majaczacych miedzy zaroslami bloków

    Od tyłu nie ma do miasta wjazdu. Próbujemy wiec przejsc zarosnieta droga noszaca slady asfaltu. Dziwnie tu , wyglada jakby komus bardzo zalezalo na zablokowaniu tej drogi. W kilku miejscach specjalnie zwalono na nią rosochate drzewa. Mozna sie poczuc jak na beskidzkich wiatrołomach dzien po jakism sporym huraganie



    Kawalek dalej kolejna niespodzianka- droge przecina przekopany row miedzy bagienkami. Cale miasto polozone jest w rozlewiskach i bagnach, jakby wpisane w ufortyfikowana przyrode ktora sama broni dostepu do wnetrza.







    Kurcze, przeciez teraz sie nie cofniemy jak budynki mamy juz na wyciagniecie ręki. Niektorzy probuja macac patykiem jak głeboki jest row i czy da sie go sforsowac wbrod , nie ryzykujac "zjedzenia" przez bagno. Sprytny toperz odnajduje jednak groble i przedostajemy sie sucha stopa. Mijamy wielka wieze a plywajace wokol łabedzie przygladaja sie nam z zaciekawieniem.



    Skrunda-2 to okolo 60 nieuzywanych budynkow- mieszkalnych, gospodarczych, sa tu fabryczki, zaklady mechaniczne, szpital, szkola przedszkole, wojskowe koszary. Pierwsze co uderza jak wchodzimy miedzy zabudowania to cisza i pustka. Myslalam ze juz sie na tej Łotwie przyzwyczailismy do pustki ale tu jest ona jakas jeszcze bardziej namacalna. Chwile pozniej okazuje sie jednak ze nie ma tu ciszy absolutnej. Bardzo dudnia nasze kroki, szczękaja aparaty, a zwykle chrzakniecie zdaje sie byc daleko przenoszone dziwnym echem. Slychac spiew roznorodnego ptactwa a nieraz i zabrzeczy jakis zabłakany pierwszy wiosenny owad. Zdaje sie tez ze slychac jakis odlegly gwar dzieci bawiacych sie na placu zabaw, faceta naprawiajace samochod, imprezujacych menelkow pod blokiem, czy brzek szkla rozbijanego przez jakas zabłakana piłke. Brzek szkła byl akurat prawdziwy. Jakies kawalki posypaly sie z okna. Szlag wie dlaczego akurat teraz. Ma sie wrazenie ze zaraz, jak skrecimy za róg, to ukaze sie jakis obrazek ze zwyklego zycia osiedla. Ale nadal pustka, tylko urwana blacha na wietrze wydaje dziwny odglos, jakby ukladajacy sie w niezrozumiale slowa.. Wzrok omiata okna i balkony. Plamy zacieków i odbicia slonca w brudnych szybach sprawiaja nieraz wrazenie powykrzywianych postaci ktore pojawiaja sie i znikaja za fragmentami starych poszarpanych firanek. Pewnie kazde z tych czarnych okien opowiedzialoby jakas historie sprzed lat.. Patrzac katem oka ma sie wrazenie ze miedzy drzewami przemykaja jakies zgarbione cienie. Dobrze ze jestesmy spora ekipa bo mam mocne wrazenie, ze gdybym przyszla tu np. tylko z samym toperzem to predko znalazlabym jakis madry powod zeby jak najszybciej spowrotem czmychnac w bagna








    Pierwszy zwiedzamy szpital. Zachowalo sie sporo tabliczek oddzialowych, dokumentow, opisów chorów, mocno juz przeterminowanych leków i rentgenowskich zdjec.









    Zwraca uwage jedno z rentgenowskich zdjec. Odroznia sie od pozostalych. Pan Baranow mial w 1983 roku w prawym płucu cos wielkosci 1/2 calosci i to cos ksztaltem przypominalo płynąca meduze. Ciekawe czy facet jeszcze zyje , po tych 30 latach?

    A proszków potrzebnych do badan rentgenowskich to zrobili chyba zapas na 50 lat, wierzac w niesmiertelnosc miasta i swojego panowania na tym terenie...



    Najwieksze wrazenie robi na mnie opuszczone przedszkole.



    Moze dlatego ze przypomina mi bardzo obiekt do ktorego ja chodzilam? takie same stoleczki, takie same szafeczki z symbolami zwierzatek i literek (tylko literki troche inne






    Tez mielismy kącik dyzurow gdzie pinezka przypinalo sie nazwiska dzieci ktore zobowiazane byly podlewac kwiatki i porzadkowac zabawki.



    I kacik sanitarny! gdzie opatrywalo sie rozbite na podworku kolana i glowy. Jakos ta zyrafka budzi moja wybitna sympatie!



    Ciekawa jest tez ta mozaika. Szczesliwa mina kotka i okragly brzuszek sugeruje ze chwile wczesniej kurczat moglo byc wiecej (smutna mina kury zdaje sie ten fakt potwierdzac



    A z okna jakby sie przygladala jakas dziewczynka o szpiczatych uszkach...



    Jakos tak dziwnie wychodzi ze co zwiedzamy kolejny budynek to gubimy jedna osobe. Zaczynalismy w dziewiatke. Opuszczajac szpital jest nas 8, po wyjsciu z przedszkola 7, z pierwszego bloku mieszkalnego - 6. Jak w dobrym horrorze....Ktos zaczyna opowiadac o zabłakanych krasnoarmistach ktorzy 15 lat temu nie wyjechali z miasta i nadal porywaja ludzi... Poki co nie mozemy znalezc zagubionych kolegow ale zaczynamy sie bardzo dokladnie pilnowac aby cala szostka sie juz nie rozdzielala
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  7. #7
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,641

    Domyślnie Odp: Morze, szuter i poradzieckie bazy- czyli majówka na Łotwie

    Wiekszosc klatek schodowych jest zabitych dechami, ale do kilku udaje sie nam wejsc. Mieszkanka sa małe ale dosc logicznie rozplanowane. Wszedzie pozostawaly kuchenki gazowe, nieraz tez zlewozmywaki i lodowki. Niektore lazienki nadaja sie wrecz do natychmiastowego uzytku



    Pozyskuje tu spory plik dziecinnych gazetek i ksiazeczek z bajkami- bedzie idealne do nauki jezyka! Jest np. bajka "Lis i myszonok" albo powazniejsza pozycja "Mama na wojnie".




    Widac ze w latach 80 tych panowala tu moda na fototapety.



    Odwiedzamy tez kilka pokoikow mlodziezowych ktorych mieszkancy interesowali sie muzyka.



    Szczegolne wrazenie robi na mnie póleczka pelna ususzonych ziól. Pracowicie powiazane sznurkiem snopki sa poowijane w gazety, jakies owocki popakowane w sloiki. Ktos poswiecil na przygotowanie ich sporo czasu i energii. Czemu ich nie zabral wyjezdzajac stad?



    Wlazimy tez do zakladow samochodowych gdzie z pozostawionych tablic mozna sie sporo doksztalcic z budowy silnika i innych czesci aut.





    Sa tez wojskowe koszary, pelne porozrzucanych zatęchlych mundurów, czapek, butów, kubeczków i masek gazowych. Urzadzamy tu wielkie pozyskiwanie guzików! Ale bedzie pamiatka!







    Przy koszarach byla tez bania. Z glebokim basenem! Na piecu wciaz kamienie. Ciekawe czy tez sie okladali goracymi kamieniami dla lepszego stanu kregoslupa- tak jak uczyl nas Eryk?







    Nie zwiedzilismy jeszcze nawet polowy osiedla ale po kilku godzinach zaczynamy byc juz mocno zmeczeni. No i czas troche goni bo jeszcze tyle planow mielismy na dzisiejszy dzien! Zaczynami myslec o powrocie ale w tym celu musimy odnalezc trzech naszych zagubionych chlopaków, ktorzy widzielismy buszuja po kolejnych klatkach schodowych. Od Slasha przychodzi sms: "mamy problem z miejscowymi, ale wszystko pod kontrola". Umawiamy sie ze wyjdziemy z miasta kazdy na wlasna ręke i spotkamy sie za bagnami kolo aut. Na glownej ulicy ,zamiast naszych, spotykamy dwoch gosci i potwornie gruba babe w zoltym sweterku. Jest czerwona na gębie ze zlosci i żołc wylewa sie jej uszami. Zaczyna biec w nasza strone i drze ryja ze tu nie mozna wchodzic bez pytania, ze mamy sie stad natychmiast wynosic itp. Probuje nas straszyc policja i kaze wykasowac wszystkie zdjecia jakie zrobilismy w miescie. Efekt jest taki ze wszyscy jak na komende wyciagaja po cichu karty z aparatu i chowaja w roznych niedostepnych miejscach. (Przygoda jednych znajomych schwytanych przez wojsko w obwodzie kaliningradzkim udowodnila ze karta z aparatu najbezpieczniejsza jest w skarpetce ). Dobrze ze toperz zawinal w bluze pozyskane ksiazeczki! Baba drze sie ze to juz trzecia grupa jaka wyławia w miescie i ze ona juz nie ma sily (jak to trzecia? Chlopaki, my i ??? ) Babsztyl twierdzi tez ze jak ktos chce odwiedzic miasto to trzeba wchodzic od glownej bramy, dogadac sie ze strozem i wtedy mozna wejsc legalnie. Jasne... Juz widze jak bym nam pozwolili buszowac po budynkach i odpruwac guziki z sierpem i młotem... Nie chca nam pozwolic wyjsc przez bagna (moze sie boja ze znow gdzies szmychniemy w zarosla ) tylko wyprowadzaja nas glowna brama. Przed brama stoi biale auto na krakowskich blachach.. Ciekawe czy oni dali w łape babie i weszli legalnie na wycieczke czy to wlasnie byli "ci trzeci". Szkoda ze nie spotkalismy rodakow, bo jesli pojechali na Łotwe aby wlazic przez plot do Skrundy to pewnie sa sympatyczni!!!!
    No i mamy dluga wycieczke asfaltem wokol miasta aby wrocic do aut. Zastanawiamy sie kto i dlaczego pilnuje tego miasta. I przed kim. Moze wlasnie dlatego bylo tak niesamowicie dobrze zachowane, jakby mieszkancy przed chwila stad odeszli? Troche opuszczonych w zyciu juz widzialam, ale nie skłamie jak powiem ze ten obiekt zrobil na mnie chyba dotychczas najwieksze wrazenie.
    Grzes, Piotrek i Slash juz czekaja przy samochodach z pol godziny. Grzeja sie w sloncu patrzac łakomym okiem na zamkniete we wnetrzach aut smakowite butelki z chmielowym napojem. Ponoc robili juz rozrachunki ze jak nikt z kluczykami nie wroci jeszcze z godzine to ktora szyba bedzie najtansza do odkupienia i ktora oplaca sie wybic (ja niestety podejrzewam na ktora mogloby pasc
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  8. #8
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,641

    Domyślnie Odp: Morze, szuter i poradzieckie bazy- czyli majówka na Łotwie

    Odwiedzamy Irbene i tamtejszy radar.







    Miejsce obecnie pelni funkcje naukowe (glownie obserwacje przestrzeni kosmicznej niedalekiego zasiegu) i mozna go zwiedzac. Dostepny do zwiedzania jest najwiekszy z tamtejszych radarow, ten 32 metrowy. W najblizszej okolicy znajduje sie takze radar 16 metrowy oraz ruiny budynkow malutkiego radaru ktory Rosjanie zabrali ze soba kiedy stad odchodzili. Mamy duze szczescie ze zalapujemy sie akurat na taka godzine ze mozemy wejsc do srodka. Oprowadza nas mlody chlopak, chyba jakis student albo praktykant. Ogladamy rozne mechanizmy sterujace wewnatrz radaru, wszystkie pochodza z czasow kiedy radar byl stawiany i pelnil funcje szpiegowskie dla radzieckiej armii. W przyszlym roku wiekszosc mechanizmow ma byc wymienianych na bardziej nowoczesne a czesc starych ma sie znalezc w malutkim muzeum przyradarowym.







    Mamy kupe szczescia ze mozemy zobaczyc to wszystko jak jeszcze dziala. Wnetrza wygladaja jak z jakiegos filmu o promach i stacjach kosmicznych!













    Chyba jakos wzbudzilismy sympatie i zaufanie oprowadzajacego bo pozwala nam przejsc sie tunelem ktory łaczyl wszystkie trzy okoliczne radary. Mamy isc caly czas prosto korytarzem, jakies 1.5 km i dostajemy klucze aby moc sobie otworzyc jakies drzwi na przeciwleglym koncu tunelu. Wlazimy po drabince w mroczna czelusc.



    Korytarz jest dosc waski i niewysoki, z prawej jego strony stercza jakies druty, wygladajace jakby mocowania dla sporej ilosci kabli.







    Idac trzeba trzymac troche krzywo glowe aby sie na nic nie nadziac. W tunelu dochodzimy do rozgłezienia. Postanawiamy isc w prawo , jako ze wisi kartka z napisem po angielsku "do wyjscia". Trasa prowadzi do ruin malutkiego radaru ktory Rosjanie zabrali.
    Wchodzimy do opuszczonych zabudowan ktorych pilnuje specyficzny stroz.



    Czesc ekipy idzie szukac wyjscia. Ja staram sie jak najbardziej wykorzystac czas do obejscia zruinowanych budynkow.







    Jak sie okazuje reszta ekipy znalazla jakies drzwi ale klucz do nich nie pasuje i sa solidnie zasrubowane. Tędy nie wyjdziemy chyba ze wywalimy te drzwi z framuga. Moze jednak trzeba bylo w tunelu skrecic w lewo?
    Podoba mi sie ta mysl! Jest szansa ze tam wrocimy i zobaczymy jeszcze ten 16 metrowy radar! Idziemy. Znowu ten sam tunel, znowu glowa dziwnie skrecona, zeby nie nadziac sie na druty. Dochodzimy do drzwi pod srednim radarem. Niestety zamkniete. Bez dziurki na klucz. Hmmmmm.. Chyba jednak trzeba wrocic do budynkow malego radaru.
    Zaczynaja sie tworzyc opowiesci o tunelach bez wyjscia, o turystach zagubionych w podziemnych labiryntach albo o Polakach - wandalach ktorzy wywala z kopa drzwi razem z zawiasami bo nie umieja posluzyc sie kluczem. Ciekawe jakby sie spalo w tym tunelu? To moglaby byc calkie fajna przygoda! Szkoda tylko ze nikt nie zabral jedzenia ani balsamu bo jednak tu troche chlodno.. Wracamy do tych samych drzwi. Okazuje sie ze faktycznie sa zasrubowane ale tylko jedno ich skrzydlo. Drugie otwiera sie bez problemu!! Na tym etapie nie jestesmy juz w stanie dociec kto z ekipy zakrzyknal pierwszy "drzwi sa zamkniete". Wylazimy i wracamy lasem do duzego radaru. Chlopak ktory nas oprowadzal chodzi w kolko po placu, nerwowo pali papierosa, co chwile spoglada na zegarek i pochrzakuje. W koncu wedlug wszelakich wyliczen mielismy wrocic chyba dwie godziiny temu. Mam wrazenie ze kamien mu spadl z serca jak nas zobaczyl i dluugo juz zadnych turystow nie wpusci do tunelu....

    Slonce zaczynajuz zachodzic. Pospiesznie suniemy w strone morza, choc w okolicy radaru tez mozna by sie fajnie rozbic na nocleg. W nadmorskich miejscowosciach ciezko po ciemku znalezc jakis dojazd na plaze. Ostatecznie zatrzymujemy sie na płatnym kempingu. Klimat nie powala ale przynajmniej wszyscy podładuja baterie.



    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  9. #9
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,641

    Domyślnie Odp: Morze, szuter i poradzieckie bazy- czyli majówka na Łotwie

    Zwiedzamy muzeum rogów w Vaide. Emerytowany lesniczy oprowadza nas po sporym strychu udekorowanych wszelakimi porozami.



    Wiekszosc eksponatow to zrzuty i zostala znaleziona przez jego rodzine w okolicznych lasach. Jest tez kilka trofeów lokalnych mysliwych.











    Bardzo podobaja mi sie krzesła zrobione z porozy!



    Uwage przykuwaja czaszki łosi zaplątanych w kable przy dawnych radzieckich bazach. Byly ponoc dwa takie przypadki gdy zwierzeta padły nie umiejac wyswobodzic poroza z plątani drutów, w szamotanine zaplątujac sie coraz bardziej..





    Zwraca uwage takze koziolek - mutant z dziwnymi rogami wygladajacymi jak koralowiec! Lesniczy nie wie dokladnie co bylo przyczyna dziwnych rogow. Ponoc byly rozne hipotezy ich powstania wsrod miejscowych mysliwych- zaburzenia hormonalne spowodowane uszkodzeniem genitaliow, choroba genetyczna albo jakis nieznany pasozyt. Fakt byl taki ze jelonek nie mogl owych rogow zrzucac, narastaly mu jak przez pączkowanie i w koncu z tego powodu zdechł.



    Ciekawa jest tez ekspozycja bulw, hub i innych narosli drzewnych




    Dalej suniemy na polwysep Kolka. Plaza tu jest wrecz zasypana malowniczymi korzeniami i konarami drzew wyrzuconych przez morze.









    Pobyt na plazy bez fikołkow jest niewazny!!!!!






    Po opuszczeniu rezerwatu szukamy miejsca na nocleg. W koncu udaje sie znalezc nadmorski parking nad samym morzem i stawiamy namioty na plazy.





    Morze jest tu bardzo plytkie. Toperz ,ktory mimo niesprzyjajacej aury postanawia sie wykąpac, dlugo biegnie wgłab morza a woda siega mu do kolan. Jakies takie dziwne łachy piachu tu wystepuja!



    Gotujemy na Marusi pielmieni i kolektywnie oprozniamy chyba okolo 25 butelek wina i balsamu (tak wykazaly poranne porzadki). W morskich falach przeglada sie ogromne ognisko i istne zatrzesienie gwiazd!





    W nocy slychac ze nieopodal wyje jakis samochodowy alarm. Ale to zadne z naszych autek. Ktos widac musi byc jeszcze tu w poblizu ale nikogo nie spotkalismy.

    Dzisiejszej nocy tez zaginela cala paczka kielbasy Ziuty. Winny nie zostal poki co odnaleziony.
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  10. #10
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,641

    Domyślnie Odp: Morze, szuter i poradzieckie bazy- czyli majówka na Łotwie

    Fajnie jest sie obudzic z takim widokiem przed oczami!



    Rano dlugo sie wygrzewamy. Ciezko opuszczac takie piekne miejsce. Morze jest tu niesamowicie plytkie, tworzy sie sporo "bezludnych wysp" ktore zostaja z czasem zostaja zasiedlone przez wszelakiej masci "robinsony".





    Cale wybrzeze jest pokarbowane falkami, ukladajacymi sie w przepiekne desenie. Jak jakies wycinanki albo jaskiniowe nacieki! Az ciezko uwierzyc ze to wszystko stworzyla tylko woda i wiatr!









    Mozna zaobserwowac slady roznych uzytkownikow plazy!



    To wybrzeze w okolicy Kolki oglaszamy Wybrzezem Szkieletow. Znajdujemy dzis zdechła foke! Oprocz tego byl jeszcze krab i maska gazowa pozeraja rybe!!







    Suniemy dzis w strone Rygi. W Kaltene fajne glazowisko na brzego morza.

    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. majówka na Łotwie (kwiecien-maj 2013)
    Przez buba w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 48
    Ostatni post / autor: 12-05-2013, 21:58
  2. Studnie, wino i skalne klasztory- czyli majówka w Mołdawii
    Przez buba w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 28
    Ostatni post / autor: 14-06-2012, 12:12
  3. MRU - czyli majówka z bunkrami.
    Przez Hero w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 08-05-2012, 11:23
  4. Zimowe morze
    Przez buba w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 16
    Ostatni post / autor: 12-01-2012, 07:31
  5. poradzieckie bazy w woj,. lubuskim i zachodniopomorskim
    Przez buba w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 15-01-2009, 21:43

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •