Liczymy ze uda sie trafic na jakies fajne miejsce na nocleg. Jestesmy dzis dosyc wybredni w poszukiwaniach bo biorac pod uwage pogode, to zeby moc wspolnie poimprezowac musimy znalezc jakies spore zadaszenie.
W ostatnich chwilach swiatla rzuca sie w oczy opuszczony dom, przy nim kilka szop i zruinowanych garazy. Tego szukalismy!!!!
W jednym z garazy stawiamy namioty. Dach przecieka tylko troszke wiec zawsze fajniej to niz rozbijac sie w strugach deszczu
Chwile pozniej przy naszym biwaku zatrzymuje sie busik a w nim koles pracujacy chyba dla jakiegos wywiadu. "A kto wy, ile was, skad jedziecie, dokad, po co, co juz zwiedziliscie, jaka dalsza marszruta, co macie w tych torbach itp itd...Aha.." (Dluzsza chwila przerwy, widac ze kuleczki wirowaly i przetwarzaly informacje) "No to powodzenia! szczesliwej podrozy, bawcie sie dobrze i zebyscie nie zmarzli w nocy dzieciakii!"
Mimo ze niebo sie rozpogadza i zaczyna byc widac gwiazdy na impreze rozkładamy sie w drewnianej szopce.
Jest bunkrowa lampa, gril z Ziutowym mięskiem, czarne balsamy, gitara, spiewy, wspomnienia , opowiesci i powazne rozmowy. I jakos tworzy sie taka wyjatkowa atmosfera, jedna z tych ktora łaczy ludzi, pozwala dostrzec inny wymiar roznych problemow, niesposob jej opisac slowami ale we wspomnieniach pozostaje na zawsze
Rano spimy dluzej niz zwykle. Budze sie, wokol szaro, nie ma slonca. Mysle- grunt ze nie pada.. Za chwile przychodzi opamietanie- przeciez my jestesmy w garazu! A na zewnatrz piekne slonko! I tak juz bedzie do konca wyjazdu!
Sniadanie zjadamy w ciekawych okolicznosciach krajobrazu- cyganski tabor to przy tym małe piwo. Niektorych skojarzenia oscyluja od miasta po bombardowaniu po wysypisko smieci
Wogole juz wczoraj wjechalismy w jakis przedziwny teren. Zaczelo sie od skretu w boczna droge w strone Dzeldy. Tak 3/4 mijanych z rzadka gospodarstw jest opuszczona, stoja domy jak wydmuszki, zarosniete, ze stodolami o pozapadanych dachach. Ludzi na drogach brak. Okolica przypomina mi bardzo pólnocna Chorwacje, tylko ze tam byla wojna a tu ponoc nie..
Na naszej trasie jest dawne wojskowe lotnisko koło Vainode. Na uboczu wsi rzucaja sie nam w oczy dwa stare pomniki.
Wsrod rozwalisk stoi tez jeden w polowie zburzony blok. Czesc mieszkan jest wypalona, czesc wypatroszona, czesc zwisa na zelbetonie jakby po jakims wybuchu. Ale przed blokiem stoi calkiem nowa i zadbana slawojka a po ogrodku ktos sie kreci i układa porabane swiezo drewno. Jakos nie podchodzimy sie przywitac, czego pozniej zaluje.
Jedziemy na lotnisko. Ogladamy kilka hangarow i scigamy sie po dawnych, juz lekko zaroslych trawa, pasach startowych.
Podjezdza do nas miejscowy. Poczatkowo jest troche nieufny i zdziwiony ze interesuja nas takie miejsca. Potem nawiazuje sie jakas nic sympatii i opowiada nam o roznych bazach w okolicy.
Najciekawsza jest opowiesc ze w okolicach Alande kolo Lipawy, gdzies w lasach nadal stoi kilka zardzewialych porzuconych samolotow, ktore jakims cudem nie poszly na zyletki. ( to chyba spory błąd ze nie pojechalismy zaraz tego sprawdzic...) Opowiada tez ze spora czesc zycia sluzyl w tutejszej jednostce, ze w 91 roku Rosjanie opuscili lotnisko i od tego czasu cala baza jest sukcesywnie rozbierana. Wojskowi wyjechali od razu, a reszta miasta rozplywala sie powoli, znikaly miejsca pracy- zaklady naprawcze, szkola, sklepy. Ludzie po kolei rozjezdzali sie do miast, za granice, do rodziny.. Puste bloki szły pod młotek, a tłuczniem utwardzano kolejne lesne drogi. Do dzisiaj przetrwal tylko jeden samotny blok wsrod pol i podmurowek innych obiektow. Jedno mieszkanie tego ocalalego bloku zajmuje emerytowany major. Jego rodzina wyemigrowala kilkanascie lat temu. W domu nie ma juz ani pradu ani wody i wszystko coraz bardziej popada w zupelna ruine. Koles ma ponoc "skrzywiona psychike" i trudno sie z nim dogadac. Nie wyjechal bo twierdzi ze tu bylo i wciaz jest jego miejsce. Z widokiem na pasy startowe i pomnik niesmiertelnego. Tak jak dawniej, tak jak zawsze.. tylko wszystko coraz bardziej zarasta trawa i chwast....
W miejscowosci Alsi koło Nigrande napotykamy na bardzo dziwna konstrukcje. Nie wiemy dokaladnie do czego budynek mogl sluzyc, zdania sa podzielone i padaja propozycje wapiennika, cegielni, silosa a nawet huty szkła. Jedno jest wiadome ze pelnil jakies funkcje przemyslowe a teraz stoi opuszczony.
Wlazimy z Ziuta po drabince do gory skad roztacza sie fajny widok na cala okolice.
Wnetrza sa takze dobrze zachowane. Robi wrazenie sporych rozmiarow piec ktory co niektorzy postanawiaja takze zwiedzic od srodka.
A tu element pro-zdrowotny- do pieca na "trzy zdrowaśki"
![]()



Odpowiedz z cytatem