Buba, jak Ty fajnie to wszystko opisałaś :)
Aż poczułem się jakbym znowu tam był. Od siebie mogę dodać, że:
Ad.1 W Bakałarzewie leżą jeszcze miejscami płaty śniegu. W kantorze w Suwałkach kupujemy lity i łaty po kursach
lepszych niż bankowe. Na pierwszym noclegu wyszedłem nad ranem (było już dość jasno) z namiotu za potrzebą, też
widziałem kogoś kręcącego się po naszym obozie, ale jako osoba zdejmująca na noc kontakty i zamroczona jeszcze snem
i kolacją nie nawiązałem kontaktu myśląc że to ktoś z naszych.
Ad.2 Jak wyczytałem na necie w tego typu bazach stacjonowały wyrzutnie międzykontynentalnych rakiet SS-16, stały one
sobie w hangarach, w razie alarmu wyjeżdżały na placyk przed hangarem, były uzbrajane i tankowane w czasie 2 - 3
godzin i mogły tak czekać najwyżej kilka dni, ze względu na bardzo korozyjne właściwości paliwa.
Znaleziona skrzynka poza tym, że była duża, była już trochę połamana, mokra, zapleśniała i spróchniała.
Ad.3 Nowa skrzynka po granatach hukowych była sucha i cała, więc nadała się na pamiątkę. Po tej bazie kręcił się
jakiś miejscowy o aparycji kloszarda, wynosił coś w dużym wypchanym plecaku, czy to złom, czy materiały budowlane z
odzysku.
Na bazarze w Lipawie można było kupić dużo rożnych rzeczy. Aparaty Łomo w niewiadomym stanie, starego Polaroida,
zardzewiałe narzędzia, bak do Jawy, a nawet blaszane puszki po kukurydzy Bonduelle (tylko po co one komu?).
Ad.4 W miejscu noclegu przy opuszczonym domu rozbiłem sobie namiot pod opuszczoną wiatą z zamiarem wystawienia go w
całości na dwór czyli na wiatr i deszcz, a zrobiłem to tak sprytnie, że pierwotnie wejście w tropiku było z innej
strony niż wejście do środka, no cóż, ciemno było. Natomiast gleba w miejscu ustawienia namiotu była na tyle nie
solidna, że w nocy musiałem kilka razy wstawać aby ratować namiot przed odlotem, bilans: -4 śledzie, które wiatr
wysłał w nieznanym kierunku.
Na opuszczonym lotnisku w jednym z hangarów miejscowi urządzili sobie tartak, z takim trakiem na przyczepie, to
jeden z nich przyjechał z nami pogadać.
Ad.5 Woda w sadzawce obok domku z sauną wcale nie była zimna, a przynajmniej się tego nie czuło. Te wszystkie
zabiegi, brak wiatru, poziome spanie i ciepło sprawiły, że tej nocy wyspałem się najbardziej z całego wyjazdu, nawet
upał w domku mi nie przeszkadzał.
Ad.6 Łotysze w 1995 roku, z okazji 5 rocznicy uzyskania niepodległości wysadzili z hukiem w powietrze ten wielki
budynek, ku niezadowoleniu Moskwy.
Pierwszym budynkiem jaki napotkaliśmy była przychodnia, lub szpital, walały się tam resztki sprzętów, leków i jakaś
dokumentacja, po całym terenie tu i tam stały metalowe przewoźne banie, z piecami i wyłożonymi kafelkami wielkimi
wannami, widać sowieci też lubili wygrzać sobie gnaty.
Ad.7 W pozostałościach mebli były nawet słoiki z jakimś wieloletnim jedzeniem, na ścianach wisiały kalendarze z 1996
roku, w pokojach stały buty, a w kuchniach szafki. Ostatnie piętra budynków są już całkiem zalane i przegniłe,
jeszcze kilka lat i zaczną się walić pod naporem śniegu i mrozu.
Ad.8 Jako astronom amator muszę zaprotestować i sprostować, nie radar, a radioteleskop :) Poza tym wszystko się
zgadza.
Ad.9 Po kolekcji rogów oprowadził nas sympatyczny staruszek, już na samym początku zaznaczył, że słabo słyszy, żeby
głośno mówić. Nie chciał pieniędzy za zwiedzanie twierdząc, że on nie wie ile, bo syn się tym zajmuje. Jako
podziękowanie dostał ćwiartkę Luksusowej od Wojtka, na widok której aż miał błysk w oku, ucieszył się bardzo.
Ad.10 Na wybrzeżu szkieletów rano Slash znalazł jeszcze jedną fokę, znacznie świeższą i to tuż obok naszego obozu.
Tego ranka zbudził nas śpiew wodnego ptactwa, a śpiew wodnego ptactwa to kwakanie, gęganie, wycie i jęczenie. Jak
wykazał rekonesans owego ptactwa nigdzie indziej nie było, tylko akurat tam, gdzie się rozbiliśmy. Jak na złość.
Ad.11 Jak policyjny bus zajechał nam drogę Wojtek udał Greka, pogestykulował, powskazywał na nawigację, powiedział,
że nie wie, że nie rozumie, policjant stracił cierpliwość i pokazał nam jak wyjechać, to i nie było co opowiadać :)
Wracając już przez Polskę jeszcze fotoradar zrobił nam zdjęcie, bo się trochę zagadaliśmy, ale jeszcze pocztówka do Wojtka nie doszła.


Odpowiedz z cytatem