Część 5. – Jeszcze nigdy nie byłem w Żernicy.
Lubię takie dni. Wiem, gdzie dziś mam dojechać, jest to niedaleko, dróg do dojazdu jest wiele. Rano wyruszam z bazy w Rabem. Dolinę przelatuję migiem, zatrzymując się w dwóch nietypowych miejscach, by zrobić zdjęcia-pytajniki. Dlaczego w tak pięknym miejscu zobaczyć można takie paskudy?
W drugim przypadku chodzi o ten duży ul z wybitymi szybami.
W Baligrodzie uzupełniam zapasy. Przy sklepie jest stojak na rowery, ale zastawił go na dłużej ktoś, kto postawił tu Seata z karteczką „sprzedam”.
Jest i Żernica. Nigdy nie było mi tedy po drodze, dzisiaj jest. W Żernicy Niżnej w pobliżu cmentarza i cerkwiska stoi nowa, murowana kaplica.
Cmentarz jest odkrzaczony i wykoszony.
Z nowego ogrodzenia cmentarza ocieka konserwująca maź.
W Żernicy Wyżnej gruntownie wyremontowana cerkiew.
Zabudowania dawnego PGR-u, obecnie własność prywatna.
Wszystkie boczne drogi i dróżki zamknięte są szlabanami z kłódkami i napisami, że to teren prywatny. Na końcu wsi także szlaban na głównej drodze.
Dalej moja trasa prowadzi do Bereźnicy Wyżnej. Na mapie droga znaczona jest nieprzerywaną linią, w terenie można się tylko domyślać, którędy kiedyś przebiegała.
Po zejściu w dolinką ostatniego strumyka, wpadającego do Rychlina (dorzecze Hoczewki) na środku byłej drogi stoi słupek z napisem „Teren prywatny”. Po drugiej stronie tego samego słupka również widnieje taki sam napis. Czyli wkraczasz na teren prywatny idąc w stronę Bereźnicy oraz w stronę Żernicy. Jeśli znalazłeś się tu, a nie chcesz naruszyć dóbr prywatnych, powinieneś czym prędzej unieść się w górę i odlecieć gdzieś na drogę publiczną.
Przeprawa przez tereny prywatne zakończyła się szczęśliwie i bez kłopotów dotarłem do cerkwi w Bereźnicy Wyżnej.
Z Bereźnicy jadę w kierunku wzgórza Kiczura. Po drodze przejeżdżam przez smutne wysypisko ceramiczne – kawałki cegieł i kafli. W Bereźnicy jest już z o jeden piec mniej. Chyba od niedawna, może od wczoraj. Znad gruzu unosi się jeszcze dymny zapach wiejskiej kuchni.
Trzymając się najbardziej „wyjeżdżonej” drogi docieram do niewielkiej polanki, na której stoi sześciokątna wiata.
Pod wiatą miejsce na ognisko, duży zapas drewna, ławki a nawet dwa fotele. Droga kończy się jednak na tej polance, to nie była moja droga.
Wracam kawałek i odnajduję drogę właściwą. Łatwo ją było zgubić, bo nikt nią chyba nie jeździ. Jest zarośnięta i - mimo upału i suszy - błotnista.
W pobliży szczytu Kiczury dojeżdżam do drogi opisanej na mapie jako „Ścieżka edukacji leśnej”. Znajduje się tu ogromny zespół szkółek leśnych. Teren jest ogrodzony, ale brama z informacją o zakazie wstępu – otwarta. Droga wiedzie przez szkółkę przez niecały kilometr, przy wylocie na Górzankę również jest brama.
Dojeżdżam do drogi z Baligrodu do Wołkowyi. A mogłem sobie tedy spokojnie jechać…
Docieram do cerkwi w Górzance. Tu planowany jest krótki postój z przerwą obiadową.
Postój okazał się nieco dłuższy. Z tylnego koła uszło powietrze. Po wymianie dętki uszło z niej także.
Po załataniu tej ostatniej już nie uchodziło. Ale przerwa obiadowa też była.
![]()


Odpowiedz z cytatem