Łokieć
Na początek dwie małe dygresje. Pierwsza: to taka, że nie jest to bynajmniej nasz pierwszy raz na "Łokciu". Kiedy rok temu byliśmy tutaj, Jola była pod tak wielkim wrażeniem, że obiecała sobie, że jeszcze tu wróci. Druga: to fakt, o którym rok temu jeszcze nie wiedziałem. Otóż okazało się, że Piotr Podwapiński w 1919 r. kierował budową wszystkich mostów pod kolejkę wąskotorową na trasie: Zajniczki (Rzepedź) - Duszatyn, w tym również mostu na "Łokciu" pod Duszatynem. 40 lat później, jego najmłodszy syn Władysław Podwapiński - powojenny architekt, tak pisze do swojego brata Aleksandra w liście z 23.1.1960 r.:
- Jestem pełen uwielbienia dla naszego Ojca, którego Ty Olku znałeś jeszcze, jako młodego i energicznego człowieka – chociażby z okresu budowy – moim zdaniem – pięknego pod każdym względem mostu w „Łokciu” – czego ja „Inżynier” jeżeli podjąłbym się, to ze strachem.
Schowek01.jpg
"Łokieć" - to przyrodnicza perełka w Bieszczadach, położona na terenie Rezerwatu "Przełom Osławy pod Duszatynem".
Tym razem Jola (mimo moich ostrzeżeń o niedźwiedziach :) postanawia zejść nie tylko do mostu, ale przyjrzeć się bliżej potencjalnym miśkom :) Nie ma co. Chcąc nie chcąc, mimo iż jeszcze pamiętam, jak rok temu zjechałem tu na d...e, schodzę powoli na dół. Zanim zszedłem na most, Jola była już nad brzegiem, w zakolu. Piękny zakątek prawdziwie dzikiej przyrody. Powalone drzewa w wodzie, żadnej ingerencji człowieka, przyroda sama się tu rządzi. Przyglądam się żelbetowej konstrukcji mostu[1]. Robię kilka zdjęć.
4.jpg
Tymczasem Jola postanowiła zwiedzić nieco więcej, i w pewnym momencie zniknęła mi całkowicie z oczu. Po chwili pojawiła się na moście i oświadczyła, że w zasadzie, to ona mogłaby tu zostać. Rzeczywiście, to jeden z ostatnich dzikich zakątków jaki pozostał w Bieszczadach. Okazało się też, że zrobiła kilka świetnych zdjęć, które będą znakomitą pamiątką z tej wycieczki.
5.jpg5a.jpg6.jpg
W międzyczasie zrobiło się dość późno, i była to najwyższa pora, aby znaleźć nocleg, a także pomyśleć o obiadokolacji. Niestety okazało się, że w Bieszczadach jest już po sezonie. Ośrodek wypoczynkowy w Rzepedzi nieczynny. Trudno. Pojedziemy do hotelu w Bukowcu. To sprawdzony hotel. Nocowaliśmy tam dwukrotnie i zawsze było ok. Przezornie jednak dzwonimy wcześniej - i tu konsternacja. Nie ma wolnych miejsc. Chwilę rozważamy inne opcje (Sanok, Bukowsko). W końcu dochodzimy do wniosku, że dzień był pełen wrażeń, a my - zmęczeni zasługujemy na solidny wypoczynek i porządną kolację, a nie błąkanie się po bieszczadzkich kwaterach kat C. Decyzja - wracamy.
Wybieramy drogę przez Rymanów, gdzie Jola przypomina sobie, że jest tu niezła restauracja
Szybka decyzja i zajeżdżamy pod lokal o nazwie "Jaś Wędrowniczek" . Nazwa taka sobie, ale lokal ma przyzwoity standard. No i dawno takiej dobrej kawy nie piłem. Po kolacji kontynuujemy powrót. W domu jesteśmy ok. 21.30 zmęczeni, ale zadowoleni.
[1] Obecny żelbetowy most powstał po II wojnie. Poprzedni miał konstrukcję drewnianą.


Odpowiedz z cytatem