Najpiekniejsze sa chyba czerwcowe łąki! A tu ciagna sie one hen! az po ciemna linie lasu zamykajaca horyzont. Wystepuja tu moje ulubione firletki oraz kupe innych roslinek, ktorych nazw nie znam i moze sa typowe tylko dla terenow zabagnionych
Raz jeden przybijamy do portu. Zwie sie Czarniewo.
Na dosyc monotonnym krajobrazie nadbiebrzanskich łąk bardzo wyróznia sie zalesiona kępa Pobojnej Góry. Teren jest tu troche wyzej polozony, wiec od razu jest bardziej suchy i porosniety lasem. Niewysoka gorka wyglada troche jak wulkan tzn brzegi wzgorza sa wyzsze a w srodku jest zagłebienie. Robi to troche wrazenie wału jakiegos pradawnego grodziska. Wał ma kolo 5 metrow wysokosci i wyglada na usypany ludzka reka. Niektorzy mawiaja ze byla tam osada Jaćwingów, inni ze miejsce pelnilo jakas obronna role w czasie szwedzkiego potopu. Sama nazwa moze wskazywac na jakies walki tu niegdys toczone. Wszystko jest chyba jednak w sferze gdybań i domysłow bo nie znalazlam zadnej wzmianki aby byly tam prowadzone i opisane jakies badania archeologiczne.
Jest to miejsce magiczne, zagadkowe i owiane wieloma ludowymi legendami. Mawiaja ze siedzac tu dluzsza chwile w ciszy albo przykladajac ucho do trawy mozna uslyszec niezrozumiale slowa nawolujace z glebi ziemi albo uslyszec dziwny spiew. Najciekawsze ze rozbijajac tu namiot ponoc miewa sie dziwne sny a takze sa podania o niezwykle energetyzującej sile promieniującej z tego wzgorza... .. Troche zaluje ze nie zostalismy w tym malowniczym miejscu na nocleg.. Wiec nie sprawdzilam czy to wszystko tylko bajki czy jest jakies ziarno prawdy w ludowych podaniach...
Zblizamy sie do Jagłowa. Wreszcie pojawia sie jakas zwierzyna. Stadko krów pije i chłodzi sie w rzece.
Tu konczy sie nasz splyw. Ostatnie zdjecia z tratwa i wyładowujemy nasz dobytek.
U gospodarza ktory odbiera tratwe mozna zamówic obiad. Wszystko naturalne, z wlasnego ogrodu, sadu, obory i chlewika. Jest waza z rosołem, klopsiki w sosie, ziemniaki, ogorki i sałata ze smietana. I kompot. Nie wiem czemu ja tak lubie kompoty! Na samo wspomnienie tej strawy robie sie strasznie glodna i dziwny scisk w gardle zmusza mnie w czasie pisania tej relacji do natychmiastowego odwiedzenia lodowki.
Pomni na informacje uzyskane w "Meksyku" niesmialo dopytujemy o "wyroby regionalne". Gospodarze z poczatku zdaja sie udawac ze nie rozumieja o co nam chodzi. Facet odsyla nas do zony, ciagle mowiac o niej "szefowa" i podkreslajac ze ona o wszystkim decyduje. Babka proponuje nam do picia kompot a z regionalnych wyrobow zastanawia sie nad domowym serem.
Ostatecznie pertraktacje koncza sie sukcesem.
![]()


Odpowiedz z cytatem