Kilkakrotnie przechodzimy przez szumiace potoki. Czasem wogole sciezka zmienia sie w potok









Zmierzamy w doline Srebrnego Potoku. Ma byc tam ponoc wiatka,jakas taka duza, porzadna i szczelna. Z mapa sie to zgadza, jest zaznaczona na skrzyzowaniu wiata.

Dochodzimy do owego skrzyzowania i faktycznie miejsce to obfituje w roznorakie obiekty noclegowe. Sa dwie ambony- jedna jest jakas taka bardzo wysoka, z dwa razy wyzsza niz przecietna ambona. Troche sie boje na nia wyjsc bo drabinka dziwnie skrzypi.



Druga ambona swietnie sie nadaje na nocleg dla jednej osoby w chlodny dzien. Szczelna, ciepla ale teraz panuje w niej potworny zaduch.





Jest tez mała szopa, zamknieta na kłodke ale wejsc by sie dało (dla szczupłych osob).



No i jest calkiem sympatyczna wiatka.





Rozkładamy tam nasze manele i idziemy sie wypluskac w lodowatym potoku.
Robie tez pranie! Wogole uwielbiam prac a w takim potoku to juz naprawde sama radosc!



Nachodzi mnie tez nagle pewna mysl.. Fajna ta wiatka ale szczelna to sie o niej powiedziec nie da! Czemu miala by ona byc niby lepsza o tej pod Smrkiem? jakie kotary przeciwwiatrowe? jaka podloga? A moze w tej dolinie jest jeszcze wiecej wiat? Ide spojrzec na wiszace na drzewie tabliczki. No tak... "Utulna Sokoli Skaly 2 km".. Ale nie chce sie nam isc dalej.. Zostajemy tutaj.
Zwlaszcza ze ktos nam juz zebrał chrust na ognisko!



Siedzimy dosc dlugo wpatrujac sie w iskry i sluchajac odglosow nocnego lasu.







Slychac jakby silnik nadjezdzajacego auta, jakies rozmowy, jakis placz dziecka, dzwieki piły do drzewa czy nawoływania z daleka. Ale to tylko nocna opowiesc Srebrnego Potoku ktory szumi po kamieniach...