Rano postanawiamy odwiedzic jeszcze ta wiatke przy Sokolich Skałach. Faktycznie jest bardziej imponujaca- to praktycznie chatka nie wiata! Czesc wybitnie mieszkalna jest zamykana na krate ale jest spory ogolnodostepny przedsionek z kominkiem. Sa tez te zaslony ktore w razie deszczu czy wiatru mozna opuscic.
Wokol chatki kreci sie sporo Czechów. Stoja dwa auta. Ktos rabie drewno, ktos urzęduje w chatkowej czesci za kratą. Biegaja tez 3 spore psy z ktorych jeden jest bardzo agresywny sie na nas rzuca. Probujemy sie osłaniac plecakami, kijkami ale on nie daje za wygrana. Mamy chyba sporo szczescia ze nas nie pogryzł. Acz troche mi poszarpal paski od chlebaka. Nawoluja go z chatki ale pies ma wołanie totalnie w d... Ostatecznie przychodzi wlasciciel psa i z obrazona mina odprowadza go za obroze w strone chatki. Oczywiscie nie powiedzial ani "przepraszam" ani nie uwiazal psa ani nie ubral mu kaganca.. Odchodzimy od chatki a pies znowu biega luzno po calej łące i drodze. Z daleka widzimy ze zaatakował przejezdzajaca na rowerach rodzinke. Są zmuszeni sie zatrzymac, zasłaniaja sie rowerami, krzycza cos po czesku w strone chatki, dzieci płacza.
Niefajnie ze tacy ludzie i ich bestie sa totalni bezkarni...![]()
Po drodze znow mijamy dziesiatki potoczkow co bardzo spowalnia marsz ale czyni go duzo przyjemniejszym
Na koniec jeszcze odwiedzamy Zabkowice gdzie zjadamy pizze. Odkrylam tez fajny stary napis!
wiecej zdjec
https://picasaweb.google.com/1122023...oteRychlebskie


Odpowiedz z cytatem