Nieplanowany nocleg na przełęczy dał nam właściwie jeden dodatkowy dzień (tak tak to nie błąd )
Postanowiliśmy więc nie spieszyć się zbytnio, pospać dłużej i wysuszyć spokojnie na słońcu wszystkie rzeczy jeszcze na przełęczy.




Wczorajsze nieudane próby zlokalizowania początku drogi Mackensena dziś poszły znacznie lepiej. Droga nadal istnieje - w znacznej mierze w oryginalnym kształcie.
Pod samą przełączę jest mocno nieczytelna ze względu na niedawny wyręb lasu.




Potem jednak jest bardzo wyraźna i w większości drożna (choć jechać, nawet w dół, często się nie da).





Do Szybenego docieramy po półtorej godziny robiąc niecałe 5km. Udaje się nam przedostać do wsi bez przechodzenia na drugą stronę Czeremoszu (bez wchodzenia na drogę z Ilci)
dzięki temu docieramy bez przekraczania szlabanu KPP. Lokalni żołnierze są bardzo sumienni i jeśli przełożony zleci im pilnowanie szlabanu to już niczym innym się nie interesują i możemy spokojnie poruszać się nawet kilkadziesiąt metrów od strażnicy.

Sklep jak widać bardzo przyjazny turystom rowerowym. Takich stojaków zresztą jest wiele, zawsze stoją puste.



Po zeszłym roku znamy już lokalną przyjemną miejscówkę ale z ciekawości pytamy w sklepie gdzie tu można przenocować.
Pani wskazuje dróżkę i mówi o zielonym ogrodzeniu .... przerywamy jej i mówimy, że znamy już Marię Wasilewną nic innego chyba nie znała.
Jest południe a dzisiejszy cel został osiągnięty. Rozkładamy się więc w domku, ściągamy bagaże, płuczemy buty w potoku i planujemy wyjazd na lekko do Burkutu.
W międzyczasie gospodyni częstuje nas malutkimi gołąbkami i serem (zapewne wszystko sama wyhodowała bo w zagrodzie ma chyba z tuzin różnych zwierząt, grządki itp).


Do Burkutu mamy kilka kilometrów.


Po drodze sprawdzamy oba źródła mineralne: Mały


i Wielki Burkut.



Nasza gospodyni poprosiła o przywiezienie kilku litrów z Wielkiego (ponoć lepszy) ale w sumie smakują tak samo, nawet dobrze, ale lanie tego do bidonu nie jest dobrym pomysłem.
W Burkucie został jeden dobrze utrzymany dom leśnictwa oraz trochę gorszy w którym mieszka parę osób. Pozostałe budynki w mniejszym lub większym stanie rozkładu.
Na końcu wsi badamy jeszcze co się dzieje z drogą wzdłuż Czeremoszu za Burkutem. Mieliśmy kiedyś plan by z Perkałabu dotrzeć do Szybenego doliną Czarnego Czeremoszu - chyba dobrze, ze go porzuciliśmy bo drogi całkowicie brak.



Po powrocie sprawdzamy jeszcze co nas czeka jutro - odcinek drogi Mackensena do granicy. Na pierwszy rzut oka wygląda bardzo obiecująco choć kilkaset metrów do góry brzmi groźnie.



Przy okazji mamy widoczki na Szybene.