Plan na dziś jest prosty: wejść na Popa Iwana.
Po zobaczeniu wielu zdjęć i przeczytaniu opowieści o dawnym obserwatorium strasznie mnie na niego ciągnęło. Ten dzień był więc od dawna zaplanowany.
Zostawiamy rowery, sakwy i cały dobytek w bazie i pieszo ruszamy z samego rana w górę.
Ponieważ wyposażenie mamy głównie rowerowe czeka nas wyprawa w rowerowych butach i z malutkim plecaczkiem na dwóch. Udaje się jakoś spakować niezbędne rzeczy na wypadek niepogody i odrobinę jedzenia.
A w butach nawet da się jakoś iść
Aby plan dnia nieco skomplikować zakładamy, że zejście powinno być inną drogą niż wejście.
Ruszamy więc doliną Szybenego idąc nią ponad 10km.




Po drodze mijamy resztki trzech klauz. Za pierwszą rozciągało sie kiedyś jezioro Szybene. Zapewne po zniszczeniu klauzy znikło.

klauza Szybeny 1


klauza Szybeny 2


ostatnia klauza


Za drugą z nich opuszczona osada, jeden z budynków dość okazały i w bardzo dobrym stanie. W środku jakieś łóżka i stoły.


Za ostatnią klauzą jest Banhof. Nie ma tam coprawda żadnej stacji ale pozostał spory walący się już z jednej strony drewniany dom.


Za nim droga praktycznie nie istnieje i trzeba iść doliną potoku.



W pewnym momencie nie da się już nawet przejść suchą nogą.


Do dawnej granicy polsko czechosłowackiej docieramy grzbiecikiem pomiędzy potokami po widocznej i wyraźnie uczęszczanej ścieżce.
Wzdłuż dawnej granicy przebiega znakowany szlak do Stoha i dalej Popa Iwana Marmaroskiego.
Oczywiście napotykamy wiele dawnych słupków granicznych po drodze.





Ciekawe są rozmieszczone tu i ówdzie tabliczki z oznaczeniem odległości i czasu. Ukraińscy turyści chyba poruszają się znacznie szybciej niż my.
Na Waskul 1.5km i do tego 400m w górę a tabliczka podaje 20 minut.
Na Popa 3.5km i ponad 600m a tabliczka podaje 1h.



Idziemy ciut dłużej niż podawała tabliczka ale dzięki temu w międzyczasie wiatr przegania chmury i w pełni odsłania szczyt, wszystko widzimy i można zrobić fotki.


Obserwatorium choć tak zaniedbane, zaśmiecone i zniszczone robi niezłe wrażenie. Jak było nowe dopiero musiało się prezentować!










W środku wiele śladów prac remontowych. Zamurowano okna, odbudowano część stropów. W przybudówce po prawej robotnicy zrobili sobie noclegownię.
Pomimo śladów prac mamy nieodparte wrażenie, że ktoś to robił tylko po to by coś tam było widać a nie by coś faktycznie odnowić. Bez pomysłu i przekonania. Prace zresztą najwyraźniej przerwano bez dokończenia.







W okolicy poniewiera się sporo metalowych elementów, jakieś wielkie fragmenty silników, kaloryfer, połamane żeliwne fragmenty pieców i rur.