.... wydaje mi się, że cały sekret gołąbków jakichkolwiek i z czymkolwiek polega nie tyle na ich zawartości... farszu czy jak to zwał, ale na oprawie i opakowaniu.... mieszkałem kiedyś sześć lat, a funkcjonowałem osiem wraz z góralami czadeckimi i ich potomkami, którzy zawędrowali i osiedlili się na ziemiach odzyskanych.... podczas każdej uroczystości zawsze były gołąbki... te tradycyjne... z kaszą gryczaną ... z ziemniakami ... i kombinacje tych wszystkich składników w różnych proporcjach... każda gospodyni miała swój tajemny przepis...większość z nich, albo i wszystkie zawijały ten farsz w liść kapusty, ale kwaszonej.... podczas kiszenia kapusty w beczce lądowało kilka całych główek kapusty.... i to z tych liści były sporządzane gołąbki... do tego zawsze był sos, ale jego składu nie znam... ludzie zawijają w liście winogronowe i też są dobre, ale najlepsze to te zawijane w liście z kapusty kiszonej.... lepszych gołąbków nigdzie indziej nie jadłem.......