No dobrze, formalnie jest uniewinniony i można powiedzieć, że... "rozliczony z prawem". Rozliczony, czyli w bilansie jest na zero: ani "ma" ani "winien"... Istnieje jakiś sąd, który miałby uzasadnione prawo do stawiania na pomnikach? To się zazwyczaj dzieje na mocy decyzji władz lokalnych. I tak musi być! Problem w tym że wyroki sądowe leżą sobie w archiwach sądowych, a pomniki stawia się na ulicach i placach, gdzie chodzą zwyczajni ludzie. I to dla tych ludzi stawia się pomniki, nazywa ulice, place czy parki.
Co się dzieje z tabliczkami na ulicach na siłę przemianowywanych na Lecha Kaczyńskiego, można akurat obserwować...
I co? Będziemy znowu tworzyć "ruch oporu" i jego akcje uliczne z jednej i "gestapo" za nimi ganiające z drugiej strony?
Co dobrego może nam dać rozpoczęte już napuszczanie falang wrzeszczących nazioli na obrońców demokracji?
Cała mądrość władz lokalnych polega na tym, by stawiane przez nich pomniki oraz inne przejawy pamięci narodowej łączyły a nie dzieliły ludzi. "Dziel i rządź" to bardzo stare prawidło rzymskie, ale stosowane przez nich wyłącznie wśród narodów podbitych!
Watażkom pogranicznym nie należy w ogóle stawiać pomników, bo każdemu z nich kiedyś coś... "wymknęło się z rąk", a że "koszula bliższa ciału" lub "krew nie woda, majtki nie pokrzywy", nie pozostawiali po sobie wyłącznie dobrych wspomnień na kwaterach.
Pomniki należy stawiać wyłącznie ofiarom tych ponurych czasów. Na pewno zbliży to rozpamiętujące stare zadry strony, a sąsiedzkie waśnie choć odrobinę ukoi. Czerpanie korzyści z nieporozumień sąsiedzkich, społecznych, narodowych czy religijnych, to jest bandytyzm polityczny i historia prędzej czy później tak właśnie oceni rozniecających takie emocje.
Mądrość zawsze była wrogiem arogancji, a rozsądek... buractwa.



Odpowiedz z cytatem