Co by nie było... ja też miałem z tego wyjazdu drobną przyjemność. W nagrodę za cierpliwe czekanie pod bramą Syn "dał mi się przejechać" swoim pyrkaczem. Kilka kółek po dziedzińcu Royal Mews.
Na ulicę nie odważył bym się wyjechać. Nawet jak jadę autobusem, to trzymam się kurczowo fotela: ten kierowca jedzie na czołowo lewą stroną jezdni; koszmar. Nie tylko zwierzęta w centrum odróżniają to miasto od naszych.


.
Odpowiedz z cytatem