Rano zwiedzamy jeszcze cerkiew w Króliku Wołoskim. Busz zielonosci, chłodne wnętrze murowanej swiatyni. Cicho, spokojnie, za wsią..







Przy cerkwi fajne miejsce na nocleg. Ciekawe czy by w nocy straszylo? Moze kiedys to sprawdzimy.

Ekipa odstawia mnie dzis do Krosna skad wracam do domu. Oni jada jeszcze do Odrzykonia, Sandomierza i Baranowa a potem juz tez do swoich domow, gdzies ku dalekiej polnocy.

Wbrew pozorom to nie koniec mojej wedrowki w klimatach Beskidu Niskiego. Bedac juz w domu przypominam sobie plakat sfotografowany na drzwiach cerkwi w Hańczowej- informacja o Łemkowskiej Watrze w Michałowie.



Tak wychodzi ze to akurat dzisiaj.. A gdzie jest ow Michałow? Tak sie składa ze kawałek za Legnica. Bez namyslu pakujemy sie w skodusie i suniemy na zachód, tam gdzie przed ponad szescdziesieciu laty przesiedlency zabrali ze soba kawałek Beskidu Niskiego..







Michałow wita nas sloncem rozszczepiajacym sie w pyle unoszacym sie nad droga, iscie beskidzka cerkwia i wypalonym sloncem polem namiotowym.







Sama impreza z poczatku nie robi na nas zbyt dobrego wrazenia- ze sceny dochodza łomoty albo okropne wycie, ceny jedzenia sa potworne a nawet jakis mądry wymyslil płatny kibel na festynie, co szybko owocuje odpowiednim stanem pobliskiego lasu.
Jednak prawdziwa Łemkowska Watra zaczyna sie grubo po zmroku, nie pod scena, a pod piwnymi parasolami. Daleko od oficjalnych programow i zaproszonych artystów.. Jest kilka skrzypiec, harmoszek, jakis bębenek.. i spory wianuszek ludzi, chyba dobrze znajacych sie nawzajem, umiejacych na pamiec slowa wiekszosci starych łemkowskich piesni, chcacych sie razem bawic, spiewac i podtrzymywac tradycje. Przelotny zapach kropki pojawia sie tu i owdzie. Wlasnie takiej Watry szukalam! Udaje sie przysiasc do gromady. ..





Poznani Łemkowie opowiadaja nam ze w ostatnich latach jedna z czterech Watr odbywala sie w.. Oławie!!! A mysmy kurcze o tym nie wiedzieli....
Spać poszlismy kolo 4.. Gdy spiewacza ekipe rozgonił w koncu deszcz...Chyba bardziej podobalo mi sie tu niz kiedys dawno w Zdyni..

Tak to moj tegoroczny Beskid Niski zakonczyl sie na dalekim zachodzie, gdzie kopuły cerkwi mieszały sie ze starymi poniemieckimi domami i prozno bylo wypatrywac pofalowanych beskidzkich wzgórz....