Światkowa Mała- tu wokol cekwi biega zakonnica w rozwianym habicie, polujac na co lepsze ujecia fotograficzne. Gdy ją zagaduje podkresla ze matka wychowala ją w duchu ekumenizmu i fascynacja cerkwiami nie przeszkadza jej w drodze przez zycie jaka wybrala.





Światkowa Wielka



W Krempnej gdy zagladamy przez krate do srodka swiatyni nagle rozbrzmiewaja spiewy cerkiewnego chóru. Rozne "Hospody pomyłuj" niesie sie po pustej cerkwi. W koncu udaje sie namierzyc dzwiek- wydobywa sie z niewielkiego glosniczka ukrytego z boku drzwi. Chyba sie załącza na fotokomorke.



Dzis mielismy do wybor chyba 5 wiatek do spania. Najbardziej udala nam sie ta za Ożenna wiec tam suniemy na nocleg. Sa tu dwie wiatki- nowa i stareńki malutki trojkącik, ktory natychmiast zasiedlam.





W nocy cos łazi kolo wiaty. Ciezko stąpa i mlaska. Gdy sie budze nie wiem czy od razu nawiewac do drugiej wiaty gdzie spi reszta ekipy czy moze najpierw sie przyjrzec kto mnie odwiedzil? Swiece latarka w strone mlaskania. Nic tylko trawy, trawy i ciemna sciana lasu zamykajaca horyzont. Gasze latarke- mlaska. Zapalam- cisza... Tak jakby mlaskala moja zgaszona latarka Nie wiem co to bylo ale Ziutce zginal tej nocy chleb. Moze to bylo to samo co Ziutce zezarlo kielbase na biwaku na łotwskiej plazy w maju?

Rano gdy juz uprzatnelismy posłania i spakowalismy plecaki i spozywamy sniadanie, podjezdzaja lesnicy. Mysle- jak nic bedzie awantura o te auta ktore stoja 3 metry za otwartym szlabanem... A tu niespodzianka- na auta wogole jakby nie zwrocili uwagi. Pouczaja nas natomiast ze w wiatach nie wolno biwakowac! A biwakowanie to nie tylko spanie ale urzadzanie pikniku w dzien takze. Twierdzą, ze wiata wcale nie jest "miejscem wyznaczonym" i sluzyc ma tylko na krotkie przeczekiwanie deszczu albo odpoczynek.. Ciekawe czy kanapke wolno w niej zjesc? A zrobic kanapke z bułki i pasztetu? a zjesc ta bulke siedzac na karimacie? a popic herbata? A chwile polezec po posilku? Gdzie jest owa magiczna granica czynnosci dozwolonych i jaki jest przewidywany czas przebywania we wiatce?

Lesnicy wyrzuciwszy z siebie stek pouczen odjezdzaja, zarzekajac sie ze wroca tu za godzine i maja nadzieje ze nas juz nie bedzie..

Chore to jest.. Naprawde myslalam ze specjalnie pobudowali te wiaty aby jakos skanalizowac ruch turystyczny, aby turysci biwakowali w nich a nie rozlazili sie z namiotami po lasach i nie spali w krzaczorach w parku narodowym. Po co w takim razie tyle tych wiat tu nastawiali? Na zawsze pozostanie to dla mnie tajemnica...

Dzis na trasie lezy cerkiew w Olchowcu malowniczo polozona przy starenkim kamiennym moscie



dalej Chyrowa z cerkiewka w dolinie.



A przy niej sporo zwierzyny- pasie sie stadko towarzyskich koz



Jest tez pies mini-bohater. Poki siedzi pod pacha gospodarza ujada i groznie szczerzy kly. Jak zostaje postawiony na wlasne łapki to z piskiem i podkulonym ogonem chowa sie pod lawke.

Kolejny przystanek to Zawadka Rymanowska, gdzie wyraznie psuje sie pogoda. Znika na dobre slonce a niebem wedruja coraz ciemniejsze chmurzyska.



Gdy chcemy odjezdzac spod cerkwi okazuje sie ze Misiek złapał kapcia. Dziura jest calkiem spora i skapciał zupelnie.. Przypomina mi sie zaraz dowcip o blondynce:
"Policjant zatrzymuje blondynke- ma pani pęknietą opone. Blondynka wysiada- A faktycznie! Z dolu jest plaska ale z gory i po bokach to sie jeszcze da jechac!"

Opona w Miśku własnie tak wyglada :)



W tym momencie uaktywnia sie licho ktore rzuca nam rozne kłody pod nogi. Najpierw ciezko znalezc odpowiednie klucze aby odkrecic kolo. Juz myslimy ze trzeba bedzie isc szukac po chałupach w wiosce kluczy (to akurat mogloby byc calkiem fajne i zaowocowac nowymi znajomosciami i przygodami). Gdy znajduje sie klucz to lewarki okazuja sie zbyt krotkie, potem Misiek kilkakrotnie ześlizguje sie i spada z lewarka, potem robimy podkop a na koniec zaczyna grzmiec i czarne chmury sugeruja ze zaraz splyniemy i my i wszystkie bagaze ktore zostaly wyciagniete z Miśka i rozwłoczone po okolicy.







Ostatecznie jednak zanim rozlalo sie na dobre, robota jest skonczona, udaje sie pozbierac wszystkie manele i mozemy pomknac do Dukli.
W Dukli odwiedzamy knajpe w rynku zwana "Tawerna pod Piratem".



Z opowiadan kilku osob spodziewałam sie lokalnej speluny, gdzie kufli lata tak duzo jak much, a mozliwosc wyjscia z widelcem w plecach jest rownie prawdopodobna jak nawiazanie bliskiej znajomosci z karaluchem. Tymczasem wita nas zupelnie porzadna knajpa, wygladajaca jakby swiezo przeszla remont. Poczatkowe rozczarowanie łagodzi jednak dobre zarcie, miła obsluga i mozliwosc obserwowania posunietego w latach lokalsa w lśniacym na zloto garniturze

Na nocleg zasiedlamy wiatke kolo Ropianki. Jest to jedna z dwoch moich ulubionych wiatek na terenie Polski! (druga to ta kolo Złotego Stoku z kominkiem). Tutaj sa szczelne sciany z trzech stron a z przodu jakby ganeczek. Na srodku stoi spore palenisko.



I co istotne- wisi sympatyczna kartka, zachecajaca do pobytu i dbania o to miejsce.



W potoczku nieopodal robie pranie. Jejku jak ja uwielbiam prac! A warunkach polowych to juz calkiem. Gdy koncza mi sie moje brudne rzeczy udaje mi sie jeszcze uprosic Grzesia aby i jemu cos wyprac. Rozwieszamy we wiatce linki a potem na nich pachnace pranie. Grzes wiesza lampe, Ziuta przynosi stolik. Zaczyna byc juz calkiem jak w domu (albo w cyganskim taborze- niektorzy maja wlasnie takie skojarzenia )







Ziutka postanawia umyc nogi w znalezionej miednicy :)