Obfitość świątyń skończyła się w Wielkich Oczach. W kolejnych wsiach będą już tylko cerkwie. Jedziemy do Żmijowisk.
Krzyże bruśnieńskie, szczególnie te, stojące w pobliżu zabudowań, cieszą się dużym szacunkiem obecnych mieszkańców i są starannie pielęgnowane. Czasem nawet za bardzo.
![]()
W oczekiwaniu na dalsze zdjęcia, napiszę kilka zdań o ludziach, których śladem jedziemy, czyli o bruśnieńskich kamieniarzach. A to głównie z myślą o tych czytelnikach, którzy jeszcze tu nie bywali i nie zetknęli się z tym tematem – aby mniej więcej czuli, o czym piszemy. Wszystko w wielkim skrócie i dużym uproszczeniu.
Bruśnieńscy – oznacza: mieszkający w Bruśnie. A Brusno, to wieś na Roztoczu Wschodnim, lokowana w XVI w. w dolinie rzeki Brusienki. Po I rozbiorze Polski podzielona została na dwie części –Stare Brusno i Nowe Brusno. W Starym Bruśnie mieszkali głównie Rusini, w Nowym większość stanowili Polacy. Pośrodku powstała w ramach kolonizacji józefińskiej niemiecka osada Deutschbach.
Przez długie lata mieszkańcy tych wiosek zajmowali się obróbką kamienia, pochodzącego z miejscowych złóż. Początkowo wyrabiano głównie kamienie młyńskie i żarnowe, kamień budowlany i inne przedmioty użytkowe. Wyroby artystyczne (krzyże i figury przydrożne, nagrobki) pojawiły się - sądząc po datowanych obiektach – na przełomie XVIII i XIX wieku. Na okolicznych cmentarzach zachowały się setki wytwarzanych tu nagrobków. Stoją również dziesiątki przydrożnych krzyży bruśnieńskich. Krzyże takie, stawiane były zazwyczaj z fundacji wioski lub gminy z powodu ważnych wydarzeń, np. zniesienia pańszczyzny czy ustąpienia epidemii cholery. Były też osobiste lub rodzinne intencje i fundacje.
I tak przez kilka wieków łupali sobie mieszkańcy tych wiosek kamień, w związku z czym nie mieli czasu na waśnie narodowościowe i wyrządzanie sobie wzajemnie szkód. Złe czasy nastawały zawsze w okresie wojen i tuż po nich. Po tej ostatniej, znikli Niemcy, znikli Rusini, znikło Stare Brusno i Deutschbach. I nikt tu już nie rzeźbi krzyży.
O popularności ośrodka świadczyć mogą liczne nagrobki bruśnieńskie w odległych miejscowościach, m.in. w Kolbuszowej, Zamościu, Lwowie, Jarosławiu. Kilka nagrobków z Brusna spotkać można także w okolicach „okołobieszczadzkich”. Są to (z istniejących obecnie): kamienny krzyż na cmentarzu w Lipiu, figura św. Jana Nepomucena na cmentarzu przy cerkwi w Kostarowcach k. Sanoka i nagrobek na cmentarzu w Korytnikach n. Sanem.
Asfalt z gładkiego stawał się chropowaty, ten zaś zaczął pękać, aż wreszcie pojawił się, z dawna oczekiwany, roztoczański piach.
Piach powiódł nas do wioseczki o groźnie brzmiącej nazwie - Żmijowiska.
Na pierwszy rzut oka nic tam ciekawego nie było, ale wyłaniająca się na niewielkim wzniesieniu kępa dużych drzew i ostry odjazd guru, dał do myślenia: coś tam jest.
Ż.JPG
I było: cud roztoczańskiej przeszłości.
Ż1.JPG
Coś majaczyło w krzaczorach, coś się kryło, coś wychylało, coś wciągało i wypuścić nie chciało.
Ż4.jpgŻ2.jpgŻ5.jpgŻ7.JPGŻ8.JPGŻ3.jpg
Aż się bardzo współcześnie przedstawiło:
Ż6.JPG
Wólka Żmijowska. Cerkiew jest wprawdzie zamknięta na kłódkę, ale klucze nie jest trudno znaleźć. We wsi są trzy domy i wszystkie blisko cerkwi. Na klucze trafiamy od pierwszego razu w tym gospodarstwie.
Zostawiamy rowery przy płocie i pędzimy na cerkiewne wzgórze.
Bazyl, to Twoje ostatnie zdjęcie to Dachany?
Pozdrav
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Garną się ludzie do koryta, przyspieszamy.
Do Wólki miała nas doprowadzić szutrówka, ale samorząd miał dużo pieniędzy i dobrą wolę, więc czemu nie skorzystać...
I oto objawiła się w pieśni utrwalona:
WŻ5.JPGWŻ2.JPG
Włamywacza też widziano tu tego dnia
WŻ1.JPG
Śledząc jego poczynania, przekonałem się, że wnętrze wygląda gorzej niż fasada
WŻ7.jpgWŻ6.JPG
Trzeci anioł / czy to ten?/
WŻ8.jpg
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)