W Woli Wielkiej wstępujemy do sklepu wielofunkcyjnego, w niektórych krajach zwanego magazinem. Oprócz małego conieco, kupujemy pokaźne zapasy konserw, ciastek i innego pożywienia trwałego. Pani sprzedawczyni (równocześnie barmanka w pijalni piwa) jest zadowolona z wizyty takich żarłoków. Zakupy mają jednak inne przeznaczenie, o czym za chwilę.
Wspinamy się asfaltową drogą na łagodny garb, oddzielający Wolę Wielką od Huty Lubyckiej. Na granicy wiosek często stawiano takie wielkie, kamienne krzyże. Dzisiaj przebiega tędy dodatkowo granica województw - wjeżdżamy do lubelskiego.
Na drugim końcu Huty Lubyckiej, na rozstaju, kolejny krzyż. Podobnie, jak poprzedni, ma wysokość ok. 3 metrów.
Klucząc poplątanymi dróżkami leśnymi pod Krągłym Gorajem docieramy w pobliże przysiółka Gruszka. Przed wojną było tu ok. 30 domostw. Dziś pozostało jedno gospodarstwo. Mieszka tu Jarosław Czuczumaj z synem. Żona Emilia umarła kilka lat temu. Droga do dziadka Czuczumaja powinna gdzieś tu odchodzić. Zwalniamy, schodzimy z rowerów. Rozglądamy się po leśnym zboczu. Jest - to chyba tutaj. Dwóch chętnych idzie na zwiady. Droga miejscami jest a miejscami zanika. Rezultat zwiadów okazał się pozytywny. To droga na Gruszkę, ale rowery trzeba schować w lesie i zostawić na dole. Pieszo jakoś przejdziemy.
Jest to jedyna droga na Gruszkę. Jak tutaj ktoś dojeżdża? Sami sobie odpowiadamy - od jakiegoś czasu nikt tu nie dojeżdża. Dochodzimy do czuczumajowego królestwa. My patrzymy, jak tu pięknie, cicho, dziko. Później dziadek objaśni nam, że tu trzeba patrzeć na siano, dzięki któremu krowa przeżyje zimę i będzie mleko oraz na zboże i ziemniaki, dzięki którym przeżyją zimę Czuczumaje.
Po przywitaniu się siadamy na pieńkach. Zakupy z Woli Wielkiej składamy na ławce. "Po co żeście to przynosili, głodu u nas nie ma, ziemniaki jeszcze są." Dziadek Czuczumaj mówi to cicho i raczej bez przekonania. Opowiada o srogiej zimie, o wielkich wiatrach, które drzewa w lesie połamały, o dzikach, które niszczą uprawy. Syn Adam przy obcych nie wychodzi z domu.
Jeszcze niedawno traktor jeździł. Może i teraz by pojechał, tylko gdzie tu naładować akumulator. Najbliższy prąd jest w Mrzygłodach lub w Potokach, parę kilometrów stąd.
Minęła prawie godzina, czas ruszać w drogę. Dziadek odprowadza na kawałek na dół. Na skraju polany chcemy sie pożegnać.
Ale dziadek nie zamierza tu pozostać. Dzielnie rusza w dół zawaloną drzewami drogą. Przechodzi na przemian nad pniem, pod pniem. Przy tym cały czas opowiada, co trzeba zrobić z każdym z powalonych drzew. To przeciąć tutaj i tam. Tamto wystarczy odsunąć na bok. A tutaj będzie można objechać bokiem. A wszystko po to, żeby za dwa tygodnie mógł tu dojechać kombajn. Nam nie bardzo mieści się w głowie, w jaki sposób mogłaby tutaj dojechać furmanka, a dziadek Czuczumaj wie, jest tego pewien na sto procent, że kombajn dojedzie.
![]()






Odpowiedz z cytatem