o właśnie...o to chodzi. Od biedy można uznać dekret Bieruta. Trudno - taka była władza, jaka była. Ale gdy nawet wówczas naruszano to dziwne prawo, to niechaj jakaś sprawiedliwość będzie. Ja właśnie tego oczekuję od ponoć niezawisłych sędziów...
o właśnie...o to chodzi. Od biedy można uznać dekret Bieruta. Trudno - taka była władza, jaka była. Ale gdy nawet wówczas naruszano to dziwne prawo, to niechaj jakaś sprawiedliwość będzie. Ja właśnie tego oczekuję od ponoć niezawisłych sędziów...
Rano robimy nic. Lubimy to robić (Z Bertranda, 2011)
właśnie, wziąłby człowiek amunicję
eksportową śliwowicję
drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
"przedsięwzięto ekspedycję" (MamciaDwaChmiele,2012)
Jak zwykle są dwa awersy![]()
Akurat w Warszawie roi się od ludzi, mających w ręku prawomocne wyroki wydane - tak, Derty :P - przez niezawisłych sędziów, które dają im prawo do zwrotu zagrabionego mienia albo rekompensaty za nie. Co z tego, skoro nawet tak bogata gmina nie ma i nigdy nie będzie miała możliwości, żeby te roszczenia zaspokoić? Miasto nie wykonuje wyroków i nie oddaje, bo nie ma z czego. Bo nie podniesie lokalnych podatków, żeby zebrać głupie parę miliardów. Co jeszcze może? Rozdać cały MdM? A co z najemcami lokali komunalnych, którzy tam mieszkają? Na bruk? A z właścicielami mieszkań, którzy kupili je legalnie na wolnym rynku? Państwo prawa ma ich wywłaszczyć? Ja nie znam dobrej odpowiedzi.
Inna sprawa: z odzyskiwania mienia wiele kancelarii prawnych zrobiło sobie źródło przyjemnego dochodu, a sami spadkobiercy czy ich potomkowie nader często są szemrani.
Oczywiście abstrahuję tu od przypadków Krasickich i Tarnowskich - o zasupłanie całego tego węzła gordyjskiego mi się rozchodzi.
Wydaje mi się, że zwykle ustala się to w negocjacjach. Bo z jednej strony są te poniesione przez lata koszty na utrzymanie a z drugiej prawo do odszkodowania. Często chyba jakoś to się rekompensuje.
A przecież w końcu - gdyby zabrane nie było to nikt, poza właścicielem kosztów utrzymania nie musiałby ponosić.
Bo chyba nikt dobrej odpowiedzi nie zna. Zawsze będzie ktoś poszkodowany.
Chociaż...gdyby iść tak tym tropem, że odcinamy się od PRL-u to dlaczego z moich pieniędzy trzeba nadal spłacać zadłużenie zaciągnięte przez tamte władze?
Tak sobie myślę...czy byłby szczęśliwy współczesny przedsiębiorca, który stworzył firmę od podstaw albo odziedziczył po rodzicach, troszczył się, żeby jak najlepiej prosperowała, z zarobionych pieniążków zbudował sobie piękny dom i nagle władza zdecydowałaby, że co drugą firmę w Polsce konfiskuje łącznie z całym majątkiem przedsiębiorcy (bo np jest dziura budżetowa i trzeba ją załatać). Czy powiedziałby swoim dzieciom i wnukom - no trudno, mieliśmy ale już nie mamy, nie starajcie się o odzyskanie tego co przez lata należało do nas. Wtedy skonfiskowano majątki z wiekowymi tradycjami.
Oglądając w TV programy o tym co się dzieje z np odzyskiwanymi kamienicami serce się ściska myśląc co przeżywają lokatorzy tych kamienic. Oni NIC nie są winni a ponoszą skutki. W całym ogromnym temacie zwrotu majątku nasze Państwo raczej egzaminu nie zdało. Ale nie mam pretensji do kogoś, że walczy o to co kiedyś zostało zabrane.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)