Kupiłem sobie Lwiwske 1715 za złotówki. Nie dość, że za złotówki, to jeszcze nie od sąsiada przemytnika, ale w pobliskim markecie.
Takie marketowe Lwiwske, nawet jeśli smakuje tak samo jak Lwiwske pite TAM, to _tu_ smakuje całkiem inaczej; dużo gorzej (dobrze, że bałkańskich piw nie przywiozłem na pamiatkę, bo by tylko wspomnienie smaku popsuły).
i tak pije sobie to Lwiwske i czytając opis ekskursji próbuję się doliczyć ile mi planowanych Pikujów umknęło. Pikuje może nie zające, choć uciekają, ale to dzwonienie dzwonnicą przepadło z kretesem