Bieszczady jako kraniec Polski zawsze ciekawiły swym warunkiem brzegowym. Każdy chciał dotrzeć na ten kraniec , do grobu hrabiny i jeszcze kwadrans dalej , aby usiąść na przełączce i zobaczyć ze zdziwieniem , że za tym krańcem leży duża stacja kolejowa w Siankach
a więc jest jeszcze coś więcej. Co kryją te szaro-azbestowe budynki
.
.
A jak to jest zobaczyć ją od środka ?
Pociąg zwany popularnie elektriczką zatrzymał swój bieg i wypluł wszystkich pasażerów. Było ich całkiem sporo, większość przesiadła się na ten który już niecierpliwie czekał na pozwolenie aby ruszyć w stronę Lwowa.
My ruszyliśmy też, ale nie w stronę Lwowa tylko w stronę pobliskiego sklepiku, aby sprostać logistyce jaka nas czekała. Mamy wszakże przed sobą parę kilometrów tuptania po połoninie pikujowej , gdzie nie będzie możliwości aprowizacji.
Tankujemy zbiorniki do pełna, a przy okazji plecaki również, gdy okazało się że więcej nie można unieść padło hasło " szable w dłoń"
co miało oznaczać że trzeba zakulbaczyć plecaki i ruszyć
Po drodze oglądamy smutne silosy wypełnione onegdaj trującymi chemikaliami
.
.
Czy ta bomba nadal tu drzemie ?
Kiedyś na forum był na ten temat wątek, ale jak dzisiaj wygląda ta sprawa ?
Tego nie odgadniemy, pozostaje tylko tęskne spojrzenie na nasze, zadeptane górki i wymienianie z pamięci kolejnych wyłaniających się z horyzontu szczycików na które przyjdzie jeszcze powrócić
.
.
Wzdłuż linii torów , a potem wzdłuż trubki (znaczy się rurociągu naprawianego przez fachowców) docieramy do drogi głównej z nadzieją , że bar Beskid został przywrócony do życia.
Niestety, wybite szyby i hulający po firankach wiatr rozwiewa nasze wątpliwości. Teraz nieciekawy odcinek , gdzie trzeba asfaltować - co prawda dziur w nim jest sporo więc jest wentylacja - ale słoneczko z góry przypieka radośnie.
Widzimy z daleka nasz punkt, czyli pomnik "Strzelców Siczowych" oznaczony strzałką. A tak na marginesie , czy ktoś coś wie na temat tych Strzelców Siczowych ? Wydaje się że historia obeszła się z nimi bokiem.
.
.
Pod pomnikiem krótki odpoczynek, wszakże najtrudniejszy etap za nami
i spojrzenie wstecz na Sianki, spojrzenie poprzez kwitnące osty, tak jakby one mówiły o historii tej miejscowości
O historii odległej, przedwojennej, od kurortu pełnego turystów po dzień dzisiejszy, szary od azbestu i marazmu.
.
teraz pożegnanie z cywilizacją i zanużamy się w ścieżki pełne złotych malin - jak mawiał poeta
Ścieżka , przy której - o dziwo znajdujemy jakieś przemalowane szlaki, prowadzi jednoznacznie.
Trafiła się łączka, więc skwapliwie wykorzystaliśmy ją aby zalec w błogostanie
........Hi, Hi .... odezwał się nadchodzący szybko korowód....
Z całą pewnością zagadnąłem po polsku i otrzymałem odpowiedź również w takim języku. grupka młodych ludzi poruszała się relacją pociąg pośpieszny w stronę Pikuja.
My jako osobowy , przepuściliśmy ich grzecznie, a na zagadywanie że może się spotkamy odpowiedzieliśmy, że osobowy raczej nie dogoni pośpiesznego.
Ot młodość ! jakże piękna i ma swoje prawa
.
.
Fajnie się wędrowało, nie ma na tym etapie jakiś widokowych odcinków, dopiero dużo później odsłoniła nam się po lewej wieś Hnyła
którą teraz nazywają "Karpatskie"
Ale zanim się pokazało jest tam taka górka na napach nazywana Perejba i nie wiem dlaczego, ale kojarzy mi się z brzydkim odkreśleniem przejeb.....
Tak jakoś się wspinała pod górkę, aby potem odpaść w dół na mordę. To zejście było delikatnie mówiąc "strome" , ale na szczęście krótkie i kończyło się w spalonym lesie.
Tu zatrzymałem całą grupę i rzekłem :
- gdzieś niedaleko jest nasze miejsce na nocleg -
- Trzeba powiedzieć , że grupa przyjęła to ze zrozumieniem (znaczy się nie chcemy dalej iść) i po kilku minutach wyszliśmy na piękną widokową łączkę - nic tylko siąść, kontemplować, konsumować i biwakować
Gdy jedni zajęli się rozstawianiem namiotów inni zostali wyznaczeni do przyniesienia wody
.
.
Jako, ze sam się wyznaczyłem do dej roli, popędziłem w widniejące rozpadliska jaru z nadzieją, .... ale nadzieja okazała się płonna
Owszem, tam kiedyś płynął potok, ale teraz nie.
Ponieważ zszedłem już 100 merów w dół nie byłem zadowolony z rezultatów własnych poszukiwań. Moją nadzieją były krowy. One się pasły na garbie naszej łączki. tam gdzie są krowy tam jest woda. Udałem się aby ich zapytać o źródło pitnej wody.
Nic nie odpowiedziały
ale na szcżęście była obok doświadczona pastuszka , która mi rzekła że ja niepotrzebnie tak biegam za wodą , gdyż obok naszych namiotów jest źródło rzek Uż
- Powiedzcie - skąd ona wiedziała gdzie mamy obozowisko ?
- Powiedzcie - jak znaleźć źródła rzeki Uż ?










Odpowiedz z cytatem
Zakładki