Ciągnące się ponad dwadzieścia kilometrów pasmo połonin pikujowych to najpiękniejsza trasa w Bieszczadach. Wyrywałem ją przez lata kawałkami, teraz czeka cała na mnie . Grzbietem najczęściej biegnie kręcąca się dróżka
.
.
ale czasami wyskakuje na ostrzące zęby graniowe.
Tu trzeba iść ostrożniej i Czerwony Kapturek (tu nie wiedzieć czemu w białym kapturku) musiał się sprężać
.
.
Pod Starostyną spotkaliśmy odpoczywających turystów (typ staroświecki = z plecakami) , też biegle władali językiem polskim
.
Dobrze że dzień jest jeszcze o tej porze długi, bo tych górek na które się trzeba wspiąć jest sporo. Późnym popołudniem docieramy pod krzyż.
Duży metalowy krzyż, pomalowany na biało w czarne ciapki to oznaka że jesteśmy w miejscu nazywanym Ruski Put (ruska ścieżka)
Ten krzyż nie jednego ratował wędrowca , któremu przyszło wędrować we mgle. My na szczęście nie mamy takich problemów.
Wręcz odwrotnie, piękna widoczność, kolejne widoki i kolejne widoczki. jest tego całe mnóstwo że zaczynają się mylić ; czy to Żurówka ? czy może już Wielki Wierch ?
Z radością ścinamy go schodząc w Pańską Dolinę gdzie nad strumyczkiem z zbawczą wodą stawiamy domki. Jeszcze tylko spacer do pobliskiego lasu i zapłonęło ognisko, które nie tylko zagotowało wodę w kociołku.
Ognisko !?
Co to takiego ?
Takie dziwne pytanie zadaje młode pokolenie .
Ognisko , to zjawisko odchodzące w przeszłość. Współczesna cywilizacji nie potrzebuje go.
Eleganckie pensjony, luksusowe hotele - tego potrzebuje turysta współcześnie - a tam nie ma og niska
Ognisko płonące gdzieś tam , na połoninie leżącej 1000 metrów ppm. ...ze słabymi światełkami w oddali .
Czy to można opisać ?
Ja nawet nie próbuję.
.
.






Odpowiedz z cytatem